Magazyn Wiatr - portal żeglarzy i pasjonatów sportów wodnych

Dalmacja Roberta Makłowicza

  • Mateusz Jabłoński, OR
  • niedziela, 27 lipca 2014

Robert Makłowicz, pisarz, krytyk kulinarny
i podróżnik, autor popularnych programów telewizyjnych, w Chorwacji nie tylko wypoczywa
i żegluje, ale także pracuje i powoli zapuszcza korzenie.

Magazyn „Wiatr”: Kilka lat temu kupił pan dom na półwyspie Pelješac. Chciał pan mieć kawałek raju tylko dla siebie? Kryjówkę przed światem? Czy chodziło raczej o dobrą inwestycję?
Robert Makłowicz: Nie myślałemo inwestowaniu w nieruchomości. Po prostu szukałem pięknego miejsca gdzieś na południu Europy, najlepiej w regionie, który geograficznie i kulturowo jest mi najbliższy. Chorwacja, do której jeździłem od chwili ustania walk, wydawała się najlepszym wyborem. Zwróciłem się do polskiego biura specjalizującego się w sprzedaży nieruchomości na południu Europy, również w Chorwacji. Szukaliśmy czegoś w głębi lądu, gdyż nad samym morzem ceny są o wiele wyższe. Wytypowano zatem wstępnie kilka propozycji i wyruszyliśmy z agentem w trasę. Zobaczyłem pierwszy dom, drugi, trzeci… Kiedy pokazano mi czwarty, na półwyspie właśnie, od razu poczułem, że trafiłem. Stuletnia budowla z kamienia w maleńkiej wiosce, można tu mieszkać tygodniami i widywać w tym czasie zaledwie garstkę sąsiadów. Po prostu koniec świata. Zapytałem od razu, gdzie jest najbliższy bankomat, by jak najszybciej zostawić zadatek. Nie jest tu z Krakowa blisko, na przykład na Istrię droga jest krótsza prawie czterysta kilometrów. Ale za to mamy tu prawdziwe południe. Poza tym to niezwykłe, górzyste i dość surowe miejsce, nigdy nie zamieni się w turystyczną riwierę z wysokimi hotelami. Po prostu ukształtowanie terenu na to nie pozwala. Góry na Pelješacu opadają stromymi zboczami wprost do morza, więc dzikość i pewna niedostępność są zagwarantowane na zawsze.

Ma pan dobre sąsiedztwo?
Doskonałe. Chyba zostałem zaakceptowany przez miejscowych. Poza Chorwatami w niedalekiej okolicy mieszkają Anglik, Niemiec i para Polaków. Pod moją nieobecność sąsiedzi doglądają domu, czasem zadbają o ogródek. Pewnego razu przyjeżdżam, patrzę, a tu mam posadzone drzewa oliwne. Pytam, ile jestem winien. Nic – powiadają. Przecież ty i tak nie umiesz tłoczyć oliwy, my to zrobimy i odbierzemy sobie należność w części plonów. Byłem tam w ostatni majowy długi weekend – dosadzili nowe. To trudna, skalista ziemia, żaden jej skrawek nie powinien się marnować.

Ile dni w roku spędza pan w tym domu?
Średnio trzy miesiące. Ale za jakiś czas, gdy dzieci się usamodzielnią i skończą szkoły, zamieszkam tam na stałe. W dobie internetu i połączeń lotniczych, a lotnisko w Dubrowniku mam pod nosem, wykonując mój zawód, można mieszkać, gdzie się chce. A wiek średni i starość lepiej spędzać w kraju, gdzie cytryna dojrzewa.

Ale czy da się tam pracować? Czy atmosfera pozwala od czasu do czasu włączyć komputer i coś napisać?
Klimat to leniwy, niespieszny, po prostu południowy. A latem to już najmniejsza banalna czynność, choćby wyjazd na zakupy spożywcze, jest ogromnym przedsięwzięciem. By coś naprawdę zrobić, trzeba się zerwać o świcie albo czekać do zmierzchu. Ale pisze się świetnie. Chowam się ze stoliczkiem pod migdałowcem, sączę gemiszt, czyli białe wino z wodą sodową, słucham cykad i piszę. Właśnie w Dalmacji powstała moja książka „Café Museum.

Co się zmieniło w Chorwacji po jej wejściu do Unii Europejskiej?
Potaniały połączenia telefoniczne z Polską. Można też przywieźć do kraju więcej chorwackiego wina, do 90 litrów na osobę, jak w całej Unii Europejskiej. Zresztą od niedawna przywożę je nie tylko na własne potrzeby, ale także na sprzedaż – od listopada jestem współwłaścicielem firmy Win-ko importującej wina od zaprzyjaźnionych rodzinnych producentów z Europy środkowej i Francji. Z Pelješaca mamy wina Iva Špalety z miejscowości Kuna. Wytwarzane oczywiście z plavac mali, najsłynniejszego czerwonego szczepu półwyspu. Doskonale sprawdza się do mięs w sosach lub z rusztu, makaronów w pomidorach, a nawet smażonych w oliwie ryb i owoców morza.

Gdzie można zdobyć wino od Makłowicza?
Na przykład w naszym krakowskim składzie przy ul. Dekerta 18.

Sąsiaduje pan w Chorwacji ze słynną wyspą Korčula, której północno-zachodni brzeg wręcz przytula się do półwyspu Pelješac. Z jednej strony szlak prowadzi do Dubrownika, z drugiej – do Hvaru. Czy te niezwykłe okoliczności przyrody skusiły Makłowicza do żeglowania?
W sierpniu ubiegłego roku żeglowałem katamaranem, ale akurat po północnej Dalmacji. Wyruszyliśmy z miejscowości Biograd na Moru. Wiem, że dla niektórych ortodoksyjnych żeglarzy katamaran jawi się niemal jako obciach, ale dla mnie, człowieka nieco leniwego i doceniającego wygodę, to była przygoda wprost genialna. Niezwykle komfortowe kabiny, stabilność podczas nagłych zwrotów i szkwałów, ogromna kuchnia i wielki stół w mesie, równie duży na pokładzie, dwie przestronne lodówki, ponton. Spuszczaliśmy go na wodę, by przywieźć dziko rosnące zioła, kupić ryby lub mule, uzupełnić zapasy wina. Przygotowywaliśmy proste potrawy, ale spaghetti z oliwą, dziką szałwią, kaparami i serem w takich warunkach to uczta bogów. Jednostka na tegoroczny rejs już zarezerwowana. Tym razem pływamy po wodach południowej Dalmacji, wyruszamy z wyspy Šolta.

Rozmawiał Krzysztof Olejnik 

CAFÉ MUSEUM” ROBERTA MAKŁOWICZA
Sybaryta Makłowicz opisuje podróż dookoła świata swych marzeń. Właściwie jest to opowieść o tęsknocie, niespełnialnej, bo to tęsknota za światem, który nie wróci, a zarazem za światem nigdy, siłą rzeczy, bezpośrednio niezaznanym, krajem wspomnień cudzych, więc mitycznym. Pokonując niezliczone przejścia graniczne, Makłowicz przekonuje nas żarliwie, że podróżuje wciąż po tej samej c.k. Europie. Szuka owej mitycznej jedności, ciesząc się jednocześnie wszelkimi przejawami odrębności kulturowej w każdej wielonarodowej wspólnocie. Na koniec zaś swej podróży wiodącej krętymi drogami, poznawszy wielu nowych przyjaciół, zakosztowawszy najsmakowitszych potraw i trunków, znajdzie swój nowy, prawdziwy, realny raj na ziemi – Dalmację”.

Piotr Bikont

Witamy na portalu Wiatr.pl

Zaloguj się i odkryj nowe możliwości