Magazyn Wiatr - portal żeglarzy i pasjonatów sportów wodnych

Czarciński wrócił na trasę

  • Polacy Dookoła Świata / Fot. Bartek Czarciński, Andrzej Minkiewicz
  • niedziela, 19 czerwca 2016

Po wymianie masztu w Świnoujściu, Bartek Czarciński wrócił na trasę okołoziemskiego rejsu. W porcie przygotował z przyjaciółmi łódź do ponownego startu i wznowił żeglugę przez Bałtyk, Sund, Kattegat oraz Morze Północne. Nikt tak nie płynął wokół globu od czasów słynnego rejsu Henryka Jaskuły sprzed 37 laty. We wtorek 22 czerwca informował, że ma za rufą 320 mil. Bartek, stopy wody!

Perła Bartka Czarcińskiego***

Z powodu kolizji ze statkiem Bartek Czarciński musi wrócić do Świnoujścia. Łódka cała, Bartek też. Uszkodzeniu uległ maszt, który wygiął się tuż nad bomem. Organizujemy nowy profil masztu i „Perła” wróci na swoją trasę. Bartek zatrzymał się w Szwecji, żeby się przespać i nabrać sił. Mówi, że gdy dopłynie do Polski, to chętnie podzieli się swoimi doświadczeniami ku przestrodze. Ekipa brzegowa wybiera się pod Warszawę po nowy profil masztu.

BARTEK CZARCIŃSKI: „W środę 8 czerwca „Perła” bezpiecznie dopłynęła do Falsterbo Canal. Po dobie bez snu i dość mocnych emocjach nie chciałem ryzykować żeglugi bez przerwy do Świnoujścia. Ale już płyniemy dalej po nowy masz. No tak, ale po co ten maszt? Popełniłem duży błąd, który i tak bardzo łagodnie mnie i „Perłę” potraktował. Ci co śledzą przelot od Gdańska widzieli pewnie, że idzie nam bardzo sprawnie. Po trzech dobach witaliśmy się z Kattegatem. Już myślałem, że przede mną tylko Północne i spokój Atlantyku. Po minięciu Helsingoru, po dwóch najciaśniejszych miejscach Sundu, byłem naprawdę szczęśliwy, że tak ładnie przeskoczyliśmy. Emocje związane z ruchem statków opadły. Generalnie ruch na Bałtyku jest wyraźnie mniejszy niż 3, 4 lata wcześniej. Bylem też trochę zmęczony, bo Sund nie dawał możliwości spania w ciągu dnia. Za Helsingorem ciągnie się jeszcze trasa statków i żeby nie wpakować się na sieci rybackie pod brzegiem, postanowiłem popłynąć wzdłuż tej trasy, oczywiście na zewnątrz. O 12.00 przy pięknej pogodzie postanowiłem zdrzemnąć się 15 minut. Jak się obudziłem po 10 minutach słyszałem już silnik statku. Wybiegłem na pokład, a tu ściana do nieba. „Perła” trzymała się jakieś 2, 3 metry od burty statku, a ja dostawałem w oczy halogenem z pokładu. Statek osłonił mnie od wiatru. Usłyszałem, że wołają mnie przez radio. Zapytali czy coś mi się stało i czy nie potrzebuję pomocy. Okazało się, że gdy spałem wiatr zmienił kierunek o 180 stopni i nie zdążyłem tego zauważyć, bo samoster poszedł za wiatrem i wjechał w tor centralnie taranując kolosa w burtę. Na szczęście w burtę! Bukszpryt się wygiął i odepchnął Perłę od statku, co uratowało sytuację. jedynie top masztu zahaczył o burtę statku i wygiął się w literę S, ale podwięzia nawet nie drgnęły. Jednym słowem to jest naprawdę mocna łódka! Po oględzinach powiedziałem, że nic mi nie jest i dam sobie rade. Nie zapytałem czy u nich wszystko w porządku, za co przepraszam, i popłynąłem dalej. Bardzo dziękuję kapitanowi statku, że się zatrzymał i czekał na moją decyzję. Plan miałem taki, że odcinam bukszpryt i jadę dalej, ale później zauważyłem że maszt jest wygięty powyżej bomu. Płynę do Świnoujścia i dam znać jak idzie naprawa. Maszt już jedzie. Bardzo dziękuję za wszystkie słowa otuchy. Popełniłem duży błąd, ale jak w życiu zdarza się, a że żyję i mam się dobrze – wyciągam wnioski i jadę dalej. Pozdrawiam z pokładu szczęśliwego jachtu „Perła”.

P.S. Marian (samoster) tak się tym wszystkim zdenerwował, że wczoraj cały dzień musiałem sterować sam! Dzisiaj już mu przeszło.

***

Bartek Czarciński, niespełna 29-letni żeglarz, po pięciu latach przygotowań wyruszy w samotny rejs dookoła świata bez zawijania do portów, trasą z Polski do Polski. Start zaplanował na sobotę 4 czerwca. Będzie żeglował rok. Od 36 lat, czyli od pamiętnego rejsu kapitana Henryka Jaskuły z Gdyni do Gdyni, żaden żeglarz nie podjął takiego wyzwania. – Nie mam zdolności kredytowej, więc nie zostawiam długów. Zamierzam wrócić cały i zdrowy, więc nie usłyszałem od najbliższych „nie płyń” – mówi Bartek Czarciński w rozmowie z Kamilą Ostrowską.

Kamila Ostrowska: Menu zaplanowane?
Bartek Czarciński: Podkaliska firma, która przygotowywała jedzenie na wyprawę „Polonusa”, zgodziła się zliofilizować dania. Przygotuję je wspólnie z moja żoną Anią. Dostarczymy mrożone potrawy, a oni zajmą się ich obróbką. Inna firma zaopatrzy mnie w suszone warzywa i owoce. Łącznie będę miał około 400 porcji obiadowych i 200 zup. Przed liofilizacją całość będzie ważyć 300 kg, a po tym procesie – około 40 kg. Jedzenia nie zabraknie. Ważniejsza będzie walka o wodę. Zabieram tylko 420 litrów. Poluję na dwie ręczne odsalarki produkujące około pięciu litrów wody na godzinę. Mam także patent zbierania deszczówki połączony z systemem lazy jack. Pierwsze litry wody trzeba jednak przepuścić, bo spłukuje ona sól z żagla. Jest to więc patent na większe i dłuższe ulewy.

Jak wypadły morskie testy „Perły” w poprzednim sezonie?
Łódka przepłynęła 2000 mil prawie w każdych warunkach, przy wiatrach wiejących z siłą do 40 węzłów. Wystartowałem w regatach „Poloneza”, Bitwie o Gotland i Sailbook Cup. Szczególnie mocne podmuchy napotkałem w czasie bitwy. Poddałem wtedy łódkę najdziwniejszym testom. Na przykład gdy wiało do 30 węzłów, nie refowałem żagli, dopóki bom nie wchodził do wody. Na czterometrowych falach sprawdzałem, jak się łódź przechyla i jak się zachowuje w dryfie. Dwa razy próbowałem ją wywrócić, ale się nie udało. „Perła” osiągała średnią prędkość 4,3 węzła. To całkiem niezły wynik, gdyż spodziewałem się trzech węzłów. Ale trzeba się napracować, by tak dobrze płynęła i często zmieniać żagle, szczególnie w słabych wiatrach.

Przez większość czasu łódź prowadził samoster wiatrowy, który pożyczył mi do testów Piotr Kot, współwłaściciel stoczni Delphia Yachts. Kuba Strzyczkowski używał tego samosteru podczas rejsu przez Atlantyk. Okazało się, że kadłub „Perły” jest bardzo samosterowny. Nie musiałem trzymać rumpla dłużej niż przez pięć minut podczas wszystkich bałtyckich prób. Zwykle chwytałem ster tylko przy zwrotach. Sprawdziłem też działanie agregatu, instalacji elektrycznej i innych elementów wyposażenia.

Fot. Bartek Czarciński

Czułeś się bezpiecznie na swojej łódce?
„Perła” dzielnie sobie radzi. Jedyny niepokój budziły początkowo dźwięki pod pokładem. Kadłub jest pusty, nie ma izolacji, więc każda fala uderzająca o burtę robi niezły hałas. Biegałem po łódce i sprawdzałem, czy wszystko w porządku, czy nic się nie urwało. Dopiero po jakimś czasie, gdy uwierzyłem, że wszystko gra, mogłem spać spokojnie. W okołoziemski rejs wyruszę z prawie gotowym takielunkiem awaryjnym. Będę mógł postawić bom pionowo i wykorzystać go jak maszt. Żagle zostały tak uszyte, bym mógł je wciągnąć na tym awaryjnym maszcie. Druga możliwość to budowa masztu z dwóch wytyków foka, które składają się teleskopowo. Do obu rozwiązań mam przygotowane liny.

A co z wygodami pod pokładem?
Przed testami nie zdążyłem zorganizować wnętrza. Mimo to mogłem wszystko zrobić – pisałem e-maile na komputerze, gotowałem, prowadziłem nawigację i spałem. Teraz chcę zamontować dodatkowe jaskółki i przegródki w szafie. Jest jeszcze kwestia wejścia pod pokład. Teraz jest tylko jedno przez luk kokpitowy w miejscu tradycyjnej zejściówki. Gdyby jednak doszło do złamania masztu, mógłbym zostać uwięziony pod pokładem. Postanowiłem więc wykonać luk w rufowej nadbudówce. W razie awarii będę mógł przejść pod kokpitem i wyjść na zewnątrz. W rufowej części zorganizowałem przestrzeń warsztatową z imadłem i miejscem na narzędzia. Przy łagodnych warunkach żeglugi będę tam mógł spokojnie robić naprawy.

Jak będziesz prowadzić nawigację? Czy będziemy mogli śledzić rejs?
Mam papierowe mapy na całą trasę. Głównie na nich będę polegać. Poza tym mam dwa lokalizatory Spot. Jeśli starczy mi pieniędzy, wykupię usługę w firmie YB Tracking. Mateusz Kostecki, znajomy będący oficerem na statkach, zajmie się częścią meteorologiczną i udzielaniem wskazówek.

Trasa bez zmian?
Plan jest prosty. Płynę do Przylądka Dobrej Nadziei, dalej przez Ocean Indyjski, wokół Australii, przez Pacyfik, wokół Hornu i powrót do Europy przez Atlantyk. Ale nie muszę gnać do przodu za wszelką cenę, bo nigdzie się nie spieszę.

Czego najbardziej się obawiasz?
Powiem szczerze: strasznie się boję. Oglądałem ostatnio film o Bernardzie Moitessierze, słynnym francuskim żeglarzu. I patrzyłem na te wielkie oceaniczne fale… Ale myślę, że lepiej się bać, bo wtedy jest większa szansa, że się wróci. Obawiam się na przykład tego, że będę płynął zbyt wolno i uciekną mi odpowiednie momenty na pokonanie kluczowych odcinków trasy. Nie obawiam się natomiast problemów technicznych, bo na wiele sytuacji jestem przygotowany. „Perła” będzie najlepiej wyposażoną łódką, na jakiej w życiu płynąłem. Poza tym znam ją jak własną kieszeń, bo przecież sam ją wymyśliłem, skonstruowałem i zbudowałem. Jestem przygotowany nawet na dziurę w burcie. Są to oczywiście rzeczy, które potrafię sobie wyobrazić i przewidzieć. Na pewno jednak coś mnie zaskoczy. Coś, o czym dziś nie mam jeszcze pojęcia.

W jakich nastrojach są twoi bliscy?
Im to wszystko wydaje się bardziej realne, tym ogarnia ich większe przerażenie. Ale wspierają mnie. Ania gotuje, tata pomaga przy łódce – dookoła mnie wszyscy żyją rejsem. W firmie zostaje Piotrek Lewandowski, który z pewnością sobie poradzi. Mam jeszcze do załatwienia sprawy u dentysty, chcą mi wyrwać kilka zębów. Przejdę też szkolenie medyczne, bym poradził sobie w razie kontuzji, muszę na przykład nauczyć się zszywać rany. Jeśli nie będę wiedział, jak postąpić, diagnozę postawi lekarz przez telefon satelitarny.

Nie możesz się doczekać?
Siedziałem dzisiaj na łódce i miałem trochę dość niektórych spraw. Pomyślałem, że chciałbym już płynąć, czytać książkę i martwić się o to, co zjem na obiad. Życie na łódce najczęściej sprowadza się do jedzenia, spania i ewentualnych napraw. Przygotowania do rejsu są znacznie trudniejsze.

Rozmawiała Kamila Ostrowska

Tagi: .

Witamy na portalu Wiatr.pl

Zaloguj się i odkryj nowe możliwości