Magazyn Wiatr - portal żeglarzy i pasjonatów sportów wodnych

Jak zorganizować rejs w Szkocji?

  • Mateusz Jabłoński, OR
  • wtorek, 8 czerwca 2010

Kiedy mamy już dość ouzo. Gdy znudzi nas smak fety. A nasze ciało zaczyna przypominać skórę kurczaka przypieczoną na rożnie, warto rozejrzeć się za akwenami trochę zimniejszymi i stawiającymi nieco większe wymagania nawigacyjne, niż Adriatyk lub Morze Egejskie.

Szkocja to skaliste wybrzeże pełne zatok i fiordów. Otoczone wieńcem wysp od zachodu. Mniej gościnne, wystawione na sztormy, od północy. Z Edynburgiem, słynnym ośrodkiem kulturalnym, na wschodzie. Dla mnie najbardziej kusząca jest właśnie ta północna Szkocja czyli Highland – kraina oddzielona od reszty wyspy Kanałem Kaledońskim i jeziorami, z Loch Ness na czele. Nasza wyprawa do Szkocji miała z założenia przypominać typową, nieśpieszną żeglugę chorwacką, z zaliczeniem stażu na pływach i przepłynięciem przez  Pentland Firth i inne ciekawe nawigacyjnie miejsca. Dodatkową atrakcją miał być wspomniany kanał oraz wizyty w zakątkach turystycznych.

Termin i wybór jachtu

Wokół Wysp Brytyjskich raczej trudno o stabilne warunki pogodowe, ale lipiec i sierpień to miesiące raczej spokojne. Poza tym dzień jest długi, a to daje nam możliwość żeglowania do późnych godzin i nadrabiania zaległości z poprzednich dni.

W północnej Szkocji nie ma wielu firm czarterowych. Zarezerwowałem Bavarię 44 z firmy Argyll Yacht Charters. Od razu na sześć tygodni, bo do Szkocji zapragnęły jechać aż trzy załogi (każda na dwutygodniowy rejs). Cena za jacht: 10,8 tys. funtów za sześć tygodni czarteru.

Baza firmy położona jest na zachodnim wybrzeżu Szkocji, w marinie Bellanoch, nad kanałem Crinian. Trzeba stąd płynąć 30 minut do śluzy, która jest bramą na morze. Właścicielem firmy jest Tonny Bennet, bardzo przyjaźnie nastawiony do żeglarzy z Polski. W cenie czarteru mieliśmy końcowe sprzątanie, silnik zaburtowy oraz – co najważniejsze – opłacone przejście kanałów Crinian i Caledonian. A na dodatek nie musieliśmy opłacać kaucji za jacht! To była naprawdę wyjątkowa niespodzianka.

Otrzymaliśmy Bawarię 44 z ołowianym kilem 2,30 metra zanurzenia. Jacht miał pełnolistwowego grota z trzema refami, rolowaną genuę i fok sztormowy. Był wyposażony w bogatą bibliotekę nawigacyjną, podstawa to Alamac Reed’a i atlasy pływów oraz mapy Imray’a. Bez tych pomocy planowanie trasy jest niemożliwe.

Raz słońce, a raz deszcz

Szkocja przywitała nas chmurami i mżawką, która chwilami zamieniała się w ulewę. Deszcz padał przez 48 godzin. Ale później przez tydzień była fantastyczna pogoda. Kilka dni bez chmurki na niebie. Raz popadało tylko przelotnie przez zaledwie pół godziny. Dopiero ostatnie cztery dni rejsu przyniosły nam zmienną pogodę (prognoz szukacie na stronie www.metoffice.gov.uk/weather/marine).

Temperatury powietrza wahały się od 13 do 23 stopni C. Temperatura wody wynosiła około 19 stopni. Wiało do 4 do 6 stopni Beauforta, chwilami nawet do 8B. Przeważnie z kierunków od południowego do północno-zachodniego. Przez dwa dni była flauta (nie licząc chwilowego szkwału). Zafalowanie nie było zbyt wielkie, ale nawet dwumetrowa fala stromo wypiętrzona prądem i nadchodząca z nieprzewidzianych kierunków, potrafi być nieprzyjemna. Trzeba o tym pamiętać planując trasę.

Ceny w szkockich sklepach są trochę wyższe, niż u nas. Najlepiej planować zakupy w dużych sklepach w Glasgow, Wick, Scrabster, Inverness, Oban i Lochgilped (choćby ze względu na wybór). Wędliny lepiej przywieźć z Polski, ja zawsze biorę coś ze sobą. Nawet mięso w wekach. Paliwo (czerwone) znajdziecie w cenach podobnych lub niższych, niż w Polsce.

Bilety na samolot nie są drogie, ale dojazd busem z lotniska na miejsce czarteru może kosztować tyle samo, co podróż z Polski. W marinach płacimy za postój od 15 do 20 funtów. Trzeba pamiętać, że po godz. 18 możemy nie dostać kluczy do WC, prądu i wody.

Jacht odebraliśmy w piątek późnym popołudniem. Szybko i bez zbędnych ceregieli. Tony zapoznał nas z najistotniejszymi problemami nawigacyjnymi. Na przykład odradził przechodzenie przez przejście południowe przy wyspie Scarba. Tak zwany Corrywreckan nie jest bezpiecznym miejscem. Zderzające się tam prądy, w połączeniu z uskokami i grzbietami dna, potrafią wytworzyć bardzo silne wiry oraz strome i wysokie fale załamujące się bez udziału wiatru. Oczywiście odwiedzenie tego miejsca na pokładzie solidnego, szybkiego RIB-a jest godne polecenia.

Kanałem w stronę morza

W rejs wyruszyliśmy w sobotę po zaształowaniu się naszej pięcioosobowej załogi. Krótkie przejście kanałem wijącym się miedzy zalesionymi skalistymi zboczami do zatłoczonej śluzy, bardziej przypomina szlaki Warmii i Mazur, niż drogę ku żywiołom północy. W śluzie cumuje się do haków i polerów. Obsługa najczęściej sama oddaje liny. Po wyjściu na morze okazało się, że wybraliśmy właściwą porę – prąd jest sprzyjający. Dysponując szczegółowymi atlasami prądu można z dużą dokładnością wyliczyć pożądaną prędkość. Taką, aby we właściwym czasie znaleźć się w odpowiednim miejscu. Czasy prądów i ich kierunki pomiędzy wyspami nie pokrywają się – jak na otwartym morzu – z rytmem półdobowym. Tym większa jest satysfakcja z nawigacji, jeśli siły natury same pchają jacht w pożądanym kierunku dodając do prędkości po wodzie od 2 do 4 węzłów. Pierwszego dnia pokonujemy trasę z Crinan mijając lewą burtą wyspy Jura, Skarba i Lunga. Na noc stajemy w Tobermorry na wyspie Isle of Mull. Nabrzeże raczej nieprzyjazne do postoju. ale w zatoce jest sporo bojek, a w głębi dogodne miejsce do kotwiczenia. Pada i raz po raz zrywają się szkwały. Pogoda nie zachęca do wycieczek na ląd.

Stając na kotwicy, w czasie wysokiej wody, trzeba pamiętać nie tylko o odpowiednim zapasie pod kilem, ale również o długości łańcucha. Musimy też zachować większą odległość między jachtami, niż na przykład gdzieś na kotwicowisku w Chorwacji. Obowiązkowo trzeba sprawdzić trzymanie kotwicy zaciągając ją silnie na wstecznym biegu. Gdy zmieni się kierunek prądu warto wciągnąć kotwicę i rzucić ją ponownie. Oczywiście unikamy postoju na kotwicy na obszarze narażonym na silny prąd.

Zmierzając ku słońcu

W niedzielę wczesna pobudka. Przez pierwsze dwie godziny płyniemy pod prąd by przez następne 6 godzin  mieć sprzyjajacy . Niskie, postrzępione chmury zasłaniają okoliczne wzgórza i niosą kolejne porcje deszczu. Nic nie wskazuje na to, by pogoda miała się zmienić.

Kierujemy jacht za wyspy Muck i Eigg. Nagle na horyzoncie pojawia się dość wyraźna, słoneczna przerwa w chmurach. Szkocja w słońcu wygląda wyśmienicie. Strome skaliste klify lśnią grafitową czernią, od dołu kontrastującą z bielą morskich bałwanów. Nad brzegami rozpościerają się zielone łąki. Krajobraz raz tchnie surowością, by chwilę później cieszyć oczy idyllą. Od tego momentu przez osiem dni rejsu świeciło słońce.

Jacht płynie przesmykiem pomiędzy lądem, a Isle of Skye, Rassay i Rona. Na noc stajemy w malutkim porcie Gairloch. Z mapy wynika, że pojedynczy, pływający pirs dla jachtów nie oferuje dostatecznej głębokości (z wyjątkiem 20 metrów przy końcu). Żeby się upewnić czy wskazania sondy są prawidłowe, mierzę głębokość pospiesznie skombinowaną ołowianką. Wszystko jest okej. Zapas w czasie niskiej wody będzie dostateczny. W miejscach narażonych na zafalowanie czyli również w portach ten zapas powinien być znacznie większy, niż metr. W przeciwnym wypadku kadłub będąc w dolinie fali może uderzyć płetwą balastową o dno.

Częstymi gośćmi na wodach pobliskiej zatoki są orki. W porcie bez żadnego strachu pływa sobie foka. Ciekawe, kiedy taki obraz zobaczymy na przykład w Łebie?

W odległości 20 minut od portu położone jest miasteczko z widokiem na piękną zatokę. Krótki rekonesans w głąb lądu daje odpowiedź na pytanie jaka gra jest narodowym sportem Szkotów. Oczywiście golf.

Do pomostu podchodzi 12-metrowy, stalowy kecz. Raczej z grupy tych jachtów „powiązanych sznurkiem”. W sterówce skipper. Na oko ma jakieś 75 lat. Na deku przygotowana do desantu małżonka (najprawdopodobniej). Chciałem pomóc, ale opryskliwie odburknęła coś pod nosem. Podeszli i zacumowali bez żadnego problemu.

Przylądek gniewu i bombowa zatoka

Rano tankujemy paliwo i wypływamy z zamiarem dojścia do Cape Wrath. W miarę zbliżania się do groźnego przylądka wiatr wzrasta do 7 stopni Beauforta. Dlatego spod Bauchaille, skalnej iglicy wyrastającej z wody, kierujemy się do portu Kinlochbervie. Trzymamy się kursu wyznaczonego przez nabieżnik, bo wejście jest wąziutkie, a silny wiatr wieje dokładnie w burtę. Poza chłodniami dla ryb, paroma bungalowami oraz jednym sklepem i stadami owiec nie ma tu nic. Ale okolica jest piękna.

W środę postanawiamy definitywnie rozprawić się z przylądkiem gniewu. Wiatr osłabł i skręca na południe. Tuż za przylądkiem mamy praktycznie jedyne w tej okolicy  dobre schronienie – fiord o nazwie Loch Eribol. Płyniemy parę mil od przylądka na północ. Ścinanie zakrętu to narażanie jachtu na kontakt z bardzo silnymi wirami. Niestety po minięciu latarni Cape Wraht wiatr zmienia kierunek na wschodni i zaczyna tężeć. Prąd jest wprawdzie sprzyjający, ale wypiętrza falę. Obojętnie jak ustawiamy jacht, dziób niemiłosiernie wali spadając z grzbietów. Okolice Cape Wrath słyną z częstych zmian siły i kierunku wiatru.

Nie chcąc katować jachtu i załogi kierujemy się do Loch Eribol, fiordu, który bywa miejscem treningu strzeleckiego i bombowego RAF- u. Jakby na potwierdzenie tego tuż nad naszymi głowami przelatują dwa odrzutowce. W głębi zatoki nagle wykonują świecę – to typowy manewr towarzyszący zrzucaniu bomb. Z niepokojem oczekujemy na eksplozję… na szczęście był to tylko atak pozorowany. Na co dzień Loch Eribol to jednak dość bezpieczne schronienie, z paroma kotwicowiskami. Problemy mogłyby się pojawić, gdyby zaczęło wiać z północy. Przy sztormie z tego kierunku jacht zostałby unieruchomiony w fiordzie, w dodatku zagrożony falami. Na szczęście prognozy nie zapowiadały północnych wiatrów. Noc mija spokojnie.

Pentlanth Firth

Skoro świt ruszyliśmy w dalszą podróż. Wiatr o sile od 5 do 6 stopni B wieje z południa, prąd sprzyja, na niebie żadnej chmurki. W wyśmienitych nastrojach docieramy do portu Scrabster. To punkt oczekiwania na dogodne warunki w Pentland Firth. Na miejscu paliwo, woda i market oddalony o około 30 minut szybkiego marszu od portu. Ale trochę mało miejsc dla większych łódek. Jeśli mamy ochotę zaliczyć Orkady (bez dopływania tam jachtem) można skorzystać z często kursującego promu.

Pentlanth Firth to przejście gdzie można spotkać prądy o prędkości 12 węzłów. Locja zaleca pokonywanie cieśniny z zachodu na wschód przy wiatrach nie przekraczających 4 stopni B z sektora zachodniego. O próbach pokonania cieśniny pod prąd, przy wietrze przeciwnym, lub sprzyjającym, ale sztormowym, można powiedzieć, że to głupota.

Aby uniknąć przepływania pomiędzy Swoną, Stromą i Pentland Skierres gdy prąd osiąga maksymalne prędkości, startujemy z Scrabster przy prądzie przeciwnym. Najbardziej emocjonujący odcinek 12 mil pokonujemy przy korzystnym i narastającym prądzie od 2 do 8 węzłów. Cieśninę pokonaliśmy na dzień przed syzygią – dzień do dwóch przed pełnią lub nowiem. Księżyca prady są wtedy najsilniejsze. Silnik wyłączamy dopiero w porcie Wick. Jest tam bardzo wygodna, dobrze chroniona przed zafalowaniem marina. Poza tym jest wytwórnia bardzo drogiej whisky, którą można zwiedzać. Whisky możecie posmakować w cenie biletu wejściowego. W okolicy jest też zamek oraz sporo sklepów z zaopatrzeniem. Do mariny wpływa polski jacht Legend II, z którym spotkamy się jeszcze w Inverness.

Kanał Kaledoński i 29 śluz

Następnego dnia, jeszcze przed świtem, mając przeciwny prąd, płyniemy na południe. Trzeba zdążyć na sprzyjający przypływ na Inverness Frith i wysoką wodę przy śluzie do Kanału Kaledońskiego. Śluza jest czynna cztery godziny przed wysoką wodą i cztery godziny po. Oczekiwanie na otwarcie wrót przy wzrastającym prądzie na rzece po okresie wysokiej wody nie należy do przyjemnych. Nabrzeże postojowe przed wrotami jest bardzo krótkie. Jeśli przypłyniemy za późno, zalecane jest poczekanie w marinie u ujścia rzeki Ness.

W śluzie dokonuje się opłat za przejście całego kanału oraz otrzymuje się klucz do toalet i pryszniców (zwracany na ostatniej śluzie). Za 3 dniowe przejście naszego 44-stopowego jachtu musielibyśmy zapłacić około 170 funtów, ale na szczęście ten koszt jest ujęty w cenie czarteru.

Płynąc na zachód trudno się spodziewać wykorzystania żagli na Loch Ness i Loch Lochy. Wobec tego warto się zatankować zbiornik paliwa. Do pokonania mamy 62 mile, 29 śluz i 10 mostów.
Gdy stoimy w śluzie jako pierwsi przed wrotami, to w czasie napełniania komory uderzy w nas całkiem spory prąd. Na cumie dziobowej powinna pracować bardzo silna osoba, a cumę rufową można wybierać na kabestanie. Żeby przyspieszyć przechodzenie przez ciągi śluz warto jednego członka załogi odzianego w kamizelkę asekuracyjną wysłać na brzeg do odbierania i zarzucania lin na haki. Opis kanału (mapkę, przewodnik i zasady płatności) znajdziecie na stronie www.waterscape.com/canals-and-rivers/caledonian-canal. Miedzy godz. 20, a godz. 8 rano w miejscach publicznego postoju nie wolno używać generatorów prądowych. Nie wolno usuwać do wody jakichkolwiek nieczystości, również po zmywaniu naczyń.

Latem czas pracy śluz i marin kończy się między 17.30 a 18. Później oczywiście staniemy bez problemu przy pomostach, ale skrzynki z prądem mogą być już zamknięte na kłódkę. Nie radzę planować przejścia w czasie poniżej dwóch dni. Wystarczy awaria jednego mostu by stracić parę godzin. Na śluzach brytyjskich obyczaje są znacznie bardziej cywilizowane, niż na Mazurach, ale i tu, jeśli płynie duży statek wypełniający sobą całą śluzę, to dostanie on pierwszeństwo przejścia.

Po pokonaniu dwóch śluz stajemy w wygodnej marinie w Inverness (uwaga – wejście zamykane na noc). Pięć minut od kei jest tu bardzo duży market.

Pokonanie kanału nie sprawiło nam problemów. Niestety nie spotkaliśmy ani potwora z Loch Ness, ani duchów rządzących ruinami zamku Urquhart.

Powrót z prędkością 12 węzłów

Przed ostatnią śluzą w Corpach stajemy po czasie jej pracy. To miejsce jest dobrym punktem wypadowym na największy szczyt Brytanii – Ben Nevis (1344 metry). W pobliżu śluzy znajduje się stacja kolejowa, warto na odgłos gwizdka parowozu wyskoczyć z kamerą.

Wrota w Corpach otwierane są podobnie jak w Inverness, najlepsza porą wyjścia jest wysoka woda. Do Oban płyniemy wówczas z prądem odpływu. Po drodze mijamy wąski przesmyk Corran Narrows z kursującym w poprzek promem. Prąd w tym miejscu wywołuje liczne bystrza i wiry. W Oban znajduje się duża marina, niestety nie w mieście, tylko na przeciwległym lądzie. Do miasta kursuje niewielki prom.

Opuszczany Oban słynne z destylarni. Po wypłynięciu za okoliczne wyspy zerwał się dość silny wiatr i gęsta jak mleko mżawka. Widoczność spadła do paru metrów. Ponieważ za rufą warunki były jeszcze znośne, powróciliśmy do mariny i załoga udała się na dłuższy rekonesans. Trasę do Crinan zrobiliśmy w nocy i dostarczyła nam niezłych emocji, ponieważ między wyspami Scrabą i Luing jacht płynął chwilami z prędkością 12 węzłów. Szlak jest dobrze oznakowany, ale zaleca się przepływanie w dobrej widoczności. W ciemnościach trochę zaniepokoiły nas grzmoty i błyski nad lądem. Były to efekty ćwiczeń wojskowych.

Późno w nocy w tężejącej mżawce stanęliśmy we wnętrzu śluzy Crinan. O godz. 5 wpłynęliśmy do basenu. Wprawdzie śluza czynna jest dopiero od godz. 9, ale gdy pojawiają się silne opady deszczu, spływająca ze wzgórz woda wypełnia kanał i od czasu do czasu trzeba ją spuścić do morza. Crinan Canal jest krótki (9 mil), ale ma aż 15 śluz, przeważnie obsługiwanych ręcznie przez załogi jachtów. Uwaga! nie jest to robota dla chucherka. Płynąc w niewielkiej załodze warto dogadać się z innym jachtem i wspólnie obsługiwać śluzy. Informacje o kanale znajdziecie na stronie www.waterscape.com/canals-and-rivers/crinan-canal 

Śluzę Adrishaig na końcu kanału osiągamy następnego dnia rano. Ale wyjście na morze opóźnia się o parę godzin z powodu opuszczonego mostu. W małym miasteczku odbywał się pogrzeb i to było priorytetem dla obsługi śluzy. W Szkocji nie należy się śpieszyć. W celu okrążenia Mull of Kinthra mijamy lewą burtą wyspę Arran. O zmierzchu osiągamy cypel z latarnią.

Kierujemy się do Port Ellen na wyspie Mull of Islay. Wpływamy późno w nocy, w kompletnych ciemnościach, pojawia się mżawka. Nad ranem zaczyna się ulewa i zrywa się wiatr o sile 8 stopni Beauforta. Kierunek wiatru dobry, ale zderza się z prądem. Nawiązuję kontakt z moimi „routerami” w Polsce, którzy analizują wszystkie dostępne źródła meteorologiczne i informują, że po południu wiatr i deszcz osłabną. Czas wykorzystujemy na zatankowanie paliwa przywiezionego nam w kanistrach i zapłacenie za postój w niewielkim spożywczym sklepiku.

Ruszamy na ostatni odcinek. Wyjście z zatoki prowadzi idealnie na wiatr i przybojową falę. Chcąc oszczędzić walenia kadłubem o wodę kieruję jacht zbyt szybko na wschód. W efekcie przepływamy nad obszarem zmiennych głębokości. Prąd pokrywa się z kierunkiem wiatru, ale rzeźba dna wywołuje całkowicie nieskoordynowane i strome, fale nadchodzące ze wszystkich stron. Po około godzinnym szamotaniu jacht wydostaje się z tej pralki. Słowo „Whirlpool” pochodzi właśnie z tych okolic i oznacza dosłownie wiry. Wieczorem stajemy na boi w zatoczce naprzeciwko niewielkiej stoczni w Crinan, by z samego rana, po przejściu po raz czwarty przez tą samą śluzę, zameldować się w Marinie Bellonach.

Tony był pozytywnie zaskoczony sposobem realizacji założonych planów rejsowych przez trzy zmieniające się załogi (przy jednoczesnej bezawaryjnej obsłudze jego jachtu). Większość czarterobiorców kręci się dookoła okolicznych wysp  nie pakując się w trudniejsze eskapady. Na trasie z Cape Wrath do Petland Firth spotkaliśmy raptem trzy jachty. Ale wyruszając do Szkocji nie trzeba oczywiście pchać się od razu na owiane złą sławą miejsca, można się skupić na poznawaniu najbliższej okolicy czyli Irlandia, Hebrydy Wewnętrzne i Crinan Canal. Modne są tygodniowe rejsy szlakiem miejscowych wytwórni whisky.

Doświadczony na Adriatyku sternik jachtowy umiejący przeczytać parędziesiąt słów po angielsku w locji bez problemu poradzi sobie na tych wodach. Chcąc uniknąć walki z prądami o największej sile najlepiej wybrać tydzień z Księżycem w pierwszej lub drugiej kwadrze w środę.

Piotr Siedlewski

Tagi: .

Witamy na portalu Wiatr.pl

Zaloguj się i odkryj nowe możliwości