Magazyn Wiatr - portal żeglarzy i pasjonatów sportów wodnych

„Selma Racing” startowała w Mistrzostwach Europy IRC 2018 w Cowes. Rywalizacja trwała siedem dni

  • Selma Racing
  • piątek, 6 lipca 2018
1. Photo by James Tomlinson

FOT. James Tomlinson

Mistrzostwa Europy IRC: trzy klasy, 31 załóg i jachtów, siedem dni zawodów. I załoga „Selma Racing” na jachcie Reichel-Pugh 48 dowodzonym przez Artura Skrzyszowskiego. Organizator – Royal Ocean Racing Club – przyjął format zawodów wzorowany na Commodore’s Cup. Osiem wyścigów przybrzeżnych na wiatr i z wiatrem oraz wyścigi po znakach i bojach cieśniny Solent. Zaplanowano również wyścig dookoła Wyspy Wight oraz ponad trzydziestogodzinny wyścig morski.

Był to pierwszy start teamu Selma Racing w mistrzostwach tak wysokiej rangi. Choć rywalizowaliśmy już na wodach Solentu w zeszłorocznych regatach, musieliśmy liczyć się ze skalą czekającego nas wyzwania. Czekały nas bowiem dynamiczne krótkie biegi rozgrywane na bojach Solentu, a nie jak w poprzednich latach długie wyścigi morskie.

Wciąż budujemy nasz team i w oparciu o uzyskane wyniki wyciągamy wnioski i zbieramy doświadczenia. Poznajemy nasz jacht i zgrywamy się na pokładzie. Znaleźliśmy się w klasie IRC 1 liczącej siedem jednostek. Wraz z nami starzy znajomi z klasy Fast40+: „Tokoloshe” i „Ino XXX” znany nam ze startów w Fastnet i Myth of Malham.
Po nich, zgodnie z przelicznikiem, nasza „Selma”. Dalej Ker 40 „Keronimo” i dwa nowoczesne ultralekkie Mat 11.80: „Tschuss” i „Galivanter”. Stawkę zamyka jacht Swan 42 „Fargo”.

Dzień pierwszy. Początek był taki, jakiego oczekiwaliśmy: trudny. Słaby wiatr nie pomagał w utrzymaniu właściwej prędkości i trymu. Odbył się tylko jeden wyścig. Zobaczyliśmy jak pływają inne załogi i wiedzieliśmy, że musimy sporo nadrobić, by móc z nimi rywalizować.

2. Photo by RORC

FOT. RORC

Dzień drugi to wyścig dookoła Wyspy Wight. Wystartowaliśmy o 9.30 przekraczając linię startu baksztagiem i rozwijając code zero. Kilka zwrotów przez rufę i po chwili płynęliśmy… do tyłu, niesieni silnym prądem. Tak jak inne jachty. Szykowaliśmy się już do rzucenia kotwicy, kiedy nadszedł komunikat: z powodu braku wiatru wyścig odwołany.

Po dwóch godzinach przyszedł wiatr o sile 10, 12 węzłów. Świetne warunki! Organizator zarządził dwa krótkie wyścigi po cieśninie Solent. To było bardzo intensywne pływanie, ogromna dawka taktyki i analizy prądów oraz zażarta rywalizacja. W pierwszym wyścigu przypływamy jako czwarty jacht na wodzie, siódmy po przeliczeniu. W drugim wyścigu tego dnia mamy już wiatr o sile 20 węzłów, a więc idealne warunki dla Selmy. Na metę przypływamy jako piąty jacht w odstępie odpowiednio trzech i sześciu sekund od trzeciego i czwartego jachtu. W tych dwóch wyścigach pokazaliśmy, że możemy rywalizować jak równy z równym we flocie IRC 1. Czekało nas jednak spotkanie z komisją regatową. Protest na „Selmę” złożyła amerykańsko-irlandzka załoga jachtu „Tschuss”, a dotyczył on miejsca na boi. Ostatecznie komisja uznała, że nie złamaliśmy żadnego przepisu – protest oddalono.

Trzeci dzień i ponownie dwa wyścigi. Jeden dłuższy po znakach i bojach Solentu: w takim wyścigu jest dużo zmiennych. Kursy – ani ostre, ani spinakerowe. Łatwo popełnia się błędy przy doborze żagli, a do tego trzeba bardzo szybko reagować na zmiany kierunku i siły wiatru. Pierwszy wyścig kończymy jako piąty jacht na mecie, co daje nam siódmą lokatę po przeliczeniu. Drugi wyścig to już klasyczne kursy na wiatr i z wiatrem czyli dwa śledzie. Prosta formuła daje nam przewagę. Dobry start i na pierwszej boi meldujemy się w czubie. Na kolejnym ostrym kursie znowu dobra halsówka, a po niej drugi kurs pełny, którym wjeżdżamy na metę dwie minuty po „Ino XXX” (druga pozycja) i aż trzy minuty przed „Keronimo”. Sternik i cała załoga dali z siebie wszystko. Wiemy, że możemy jeszcze powalczyć w tych regatach, jeśli tylko utrzymamy ten poziom żeglowania.

Czwartego dnia regat odbył się jeden, ale za to czterogodzinny bieg: 12 znaków do okrążenia, czyli Tour de Solent. Wiatr stabilny 15, 20 węzłów. Ruszyliśmy na granicy falstartu, ale czysto. „Selma” wystrzeliła jako pierwsza, na pierwszej boi również zameldowaliśmy się najszybciej. Tuż przed metą trzymamy się blisko linii brzegowej, by uniknąć przeciwnego prądu. W końcowej fazie decydujemy się wyjechać bardziej na środek cieśniny, by poszukać lepszego wiatru i nie ryzykować wejścia na wypłycenie. „Keronimo” nie miał ani tyle rozsądku, ani szczęścia. Potężny trzask rozniósł się po wodzie. Rozpędzony do 10 węzłów jacht z czerwonym spinakerem wpłynął na skały.

Dzień piąty, wyścig dookoła Wyspy Wight. Start tuż przy Royal Yacht Squadron. Wiatr południowo-zachodni o sile do 30 węzłów, mgła, deszcz. Pierwszy etap trasy to zachodnia część Solentu, aż do skał The Needles. Szukając miejsca na linii startu dostrzegamy „Keronimo”. Jego niezatapialna załoga po niezwykle szybkiej naprawie kila i wymianie steru wraca do walki.

Start mamy słaby, ale po czujnej żegludze przy słabszym prądzie przybrzeżnym, na pierwszej boi jesteśmy trzeci. Stawiamy code zero. Siła wiatru rośnie, fale stają się coraz wyższe. Niestety, w trakcie stawiania spinakera A3 na pełniejszy kurs, fala zalewa pokład i wciąga go do wody. Zaczyna się walka o wyciągnięcie żagla z morza. Po dwóch próbach się udało – niestety jest potargany. Stawialiśmy z powrotem code zero, kiedy zaklinował się roler. Żagiel zerwał się z bukszprytu i zaczął szaleć nad głowami. Fale coraz wyższe. Cała stawka naszej floty już daleko odpłynęła. Kończymy bieg jako ostatni, żeglując już na samym grocie i foku.

„Na treningach i na wyścigach przeżyliśmy wiele przygód na wesoło i na serio; darły się żagle, były emocjonujące rufy, rozgrywki na starcie. Dawka adrenaliny i emocji połączona z wysiłkiem fizycznym przerosła moje początkowe oczekiwania i utwierdziła w przekonaniu, że jest to najtrudniejszy i zarazem najwspanialszy sport” – mówi Matylda, trymer / młynkowy.
Po niefortunnym dla nas wyścigu dookoła wyspy Wight, przystąpiliśmy do kolejnych, by poprawić pozycję. Dwa ostatnie dni mistrzostw Europy w Cowes to było naprawdę dobre ściganie. Wiatru z pewnością nie brakowało. Piątkowe wyścigi szły nam naprawdę dobrze. Cały czas byliśmy w pierwszej trójce na wodzie. Do czasu… W drugim wyścigu po górnym znaku odpaliliśmy spinaker A2 i żeglowaliśmy z prędkością kilkunastu węzłów, przy wietrze ponad 20 węzłów. To jednak była jazda na krawędzi… i niestety nasz największy spinaker tego nie wytrzymał – porwał się w dwóch miejscach.

W sobotę doświadczyliśmy za to niesamowitej jazdy na spinakerze, najpierw A4, a potem, gdy wiatr się wzmógł do 7B, na mniejszym A5. Przy takiej pogodzie trzeba pływać naprawdę rozważnie, bo o uszkodzenie sprzętu, żagli czy takielunku bardzo łatwo (czego doświadczyliśmy na własnej skórze). Tego dnia nie byliśmy najszybsi, ale za to poczuliśmy piękno żeglarstwa: cieszyła nas szybka żegluga (choć we mgle i w deszczu), brak kontuzji w załogi i kondycja samego jachtu, który spisał się bez zarzutu. Wyciągnęliśmy z porażek wnioski i uczciliśmy sukcesy. Mistrzostwa Europy 2018 były dla nas pełnym wrażeń przeżyciem.

W mistrzostwach załoga wystąpiła w składzie (w kolejności od dziobu do rufy) :

Cameron Davis – dziobowy
Tomasz Szwejkowski – masztowy
Jarosław Lehwark – pitman
Paweł Barwicz – trymer żagli przednich
Matylda Szalaty – trymer/młynkowy
Mirosław Zemke – floater
Andrzej Wyszyński – trymer grota
Tymon Sadowski – sternik
Tomasz Żbikowski – baksztagowy
Dave Hirst – nawigator
Artur Skrzyszowski – skipper/taktyk

Selma Racing to projekt regatowy, którego celem jest stworzenie załogi regatowej, która podejmie rywalizację z najlepszymi załogami świata. Organizatorem projektu jest Fundacja Selma Racing, powołana do życia w 2018 roku. Zespół ma za sobą starty w najsłynniejszych regatach na świecie, takich jak: Sydney-Hobart Race, Middle Sea Race czy Fastnet Race. W skład załogi wchodzą zarówno zawodowi regatowcy jak i żeglarze-amatorzy, którzy wkraczają dopiero w świat morskiego żeglarstwa regatowego. Projekt jest otwarty dla każdego żeglarza w Polsce. Największym sukcesem Selma Racing jest drugie miejsce (na 126 sklasyfikowanych jachtów) w regatach Myth of Malham w 2017.
Od roku flagową jednostką projektu jest s/y Selma Racing (Reichel Pugh 48), którego armatorem jest Fundacja. To piętnastometrowy jacht zbudowany w całości z włókien węglowych i kompozytów. Został zaprojektowany przez znakomite amerykańskie biuro konstrukcyjne Reichel Pugh, autorów takich projektów jak „Wild Oats XI”, „Rambler 100” oraz jachtów klasy TP 52.

Tagi: .

Witamy na portalu Wiatr.pl

Zaloguj się i odkryj nowe możliwości