Magazyn Wiatr - portal żeglarzy i pasjonatów sportów wodnych

Wisła nie jest dzika, lecz zdziczała. Większość niebezpieczeństw na rzece jest dziełem człowieka

10 listopada, po dziesięciu dniach żeglugi, wyprawa Źródła Bałtyku dotarła do Warszawy.

  • Szymon Kuczyński i Anna Jastrzębska
  • środa, 11 listopada 2020

Wyprawa Źródła Bałtyku to spływ rzeką Wisłą Jachtem 2020 z Małopolski do Gdańska. Załoga, Szymon Kuczyński i Ania Jastrzębska, w ciągu trzech tygodni chce Wisłą dopłynąć do Bałtyku i pokazać innym jak wygląda żeglowanie po największej z polskich rzek. Półmetek trasy został osiągnięty w terminie. Jednak i tu, po raz kolejny, przebieg szlaku zostaje przerwany i łódź musi być wyciągnięta z wody.

***

Pierwotnie zakładaliśmy, że rejs odbędzie się na trasie Kraków – Gdańsk. Niestety, przez większą część roku jest to niemożliwe. Krakowska śluza Przewóz, przez niedokończoną inwestycję kaskady śluz, działa przeciętnie osiemnaście dni w roku. Przy średnich i niskich stanach poziomu wody, śluza nie funkcjonuje. Nie wydarzy się to, o czym mówi w wierszu Marcin Świetlicki, a mianowicie że „(…) rzeką Wisłą przypłynie statek piratów”. Śluza odcina miasto od dolnego biegu rzeki – Kraków jest twierdzą nie do zdobycia. Dlatego pierwsze możliwe miejsce do wodowania naszej niedużej, niespełna sześciometrowej, bezkabinowej żaglówki (Jacht 2020) było dopiero w Opatowcu u ujścia Dunajca.

Pokonując kolejne kilometry przekonaliśmy się, że to naprawdę piękna rzeka, ale nie dzika, a zdziczała. Praktycznie przez całą drogę widać ingerencję człowieka i są to ślady dawnej regulacji rzeki, która miała zapewnić żeglowność Wisły. Przez cały czas spotykamy przeróżne rozwiązania mające temu służyć, jak opaski i ostrogi betonowe lub kamienne. Te rozwiązania miały między innymi umocnić rzekę – zabezpieczyć przed wymywaniem i zapadaniem się brzegów. Były częścią infrastruktury, mającej na celu zapewnienie ciągłości drogi wodnej dla barek czy łódek. Niestety, o Wisłę już dawno przestano dbać, a szlak żeglugowy niszczeje. Spora część tych budowli hydrotechnicznych jest teraz uszkodzona, zaniedbana i nieoznakowana. To znacznie zmniejsza bezpieczeństwo żeglugi. Rozsypujące się główki ostróg tworzą niewidoczne pod lustrem wody skupiska kamieni, na które można wpłynąć. Wciąż wypłycające się dno rzeki jest momentami przeszkodą nie do pokonania (bez przeciągania łódki przez łachy piasku na całej szerokości rzeki). Do tego dochodzą elementy infrastruktury, takie jak promy czy mosty, często nieoznakowane. Przeprawy promowe, z liną 3-4 m nad wodą, zaskakujące łódkę tuż za zakrętem, wymagają zawsze szybkiego i nerwowego złożenia masztu. Podobnie mosty, na których nie ma informacji o dopuszczalnej wysokości. W praktyce oznacza to rezygnację z użycia żagli na rzecz wioseł czy silnika. Wygląda na to, że większość niebezpieczeństw na Wiśle jest dziełem człowieka, który przywiózł do koryta beton i kamień, ale dawno pozostawił to wszystko jako już niepotrzebne i nieopłacalne. Naturalne przeszkody, które występują na każdej rzece – piaszczyste spłycenia czy zwalone drzewa i konary to raczej niedogodność, w porównaniu z kamieniem i działalnością człowieka.

Człowiek przyczynił się również do trzech najtrudniejszych do pokonania przeszkód na Wiśle. Dwie elektrownie, które zostały zbudowane nad rzeką, czerpią z niej wodę do chłodzenia, ale robią to w sposób mocno krótkowzroczny. Dla zapewnienia sobie działania zamykają szlak żeglugowy i bardzo mocno utrudniają w tych, miejscach przejście jednostek pływających. W elektrowni Połaniec, z powodu awarii progu pneumatycznego, zaczęto od kilku miesięcy usypywać tymczasowy próg kamienny. Elektrownia Kozienice stworzyła w 2016 roku również tymczasowy próg z kamieni, betonu i metalowych belek wbitych w dno.

Trzecie miejsce to Warszawa, tu problem jest związany z awarią. Od dwóch miesięcy nie da się przepłynąć przez stolicę z powodu uszkodzenia kolektora z oczyszczalni ścieków „Czajka”. Rzekę grodzi most pontonowy, na którym ułożono awaryjny rurociąg. Most ten rozbierany jest każdorazowo przy wyższych stanach wody oraz zimą przy zagrożeniu lodowym. Wtedy ścieki lecą bezpośrednio do rzeki. Jedynym sposobem na pokonanie tej przeszkody jest wyciągnięcie łódki z wody i przewiezienie jej samochodem kilkudziesięciu kilometrów do pierwszego miejsca slipowania poniżej oczyszczalni ścieków.

W praktyce dość regularnie całą długość Wisły pokonują głównie kajaki. Ich lekkość sprawia, że główne problemy da się dosłownie obejść, czyli wyciągnąć kajak z wody i przenieść w inne miejsce. Jednostki wodne, jak jachty, barki czy galary, potrzebują pomocy, by żeglować bezpiecznie i jest to jeden z czynników, który zniechęca ludzi do podróżowania po królowej polskich rzek.

Pozdrawiamy,
Szymon i Ania

Witamy na portalu Wiatr.pl

Zaloguj się i odkryj nowe możliwości