Dlaczego Paszke płynął z Las Palmas?
Dookoła świata z Las Palmas
Dlaczego Roman Paszke postanowił wyruszyć po rekord z Wysp Kanaryjskich?
Na początku grudnia Roman Paszke wypłynął z Las Palmas w samotny rejs dookoła świata bez zawijania do portów. Celem wyprawy było pobicie rekordu na najtrudniejszej trasie: ze wschodu na zachód. Trudno sobie wyobrazić większe wyzwanie w oceanicznym żeglarstwie.
Jeszcze w październiku byliśmy przekonani, że Paszke wystartuje z francuskiego Brestu lub angielskiego Plymouth. To w tych portach oceaniczni żeglarze zwykle rozpoczynają okołoziemskie rejsy po rekord. Dlaczego Romek postanowił wyruszyć z Wysp Kanaryjskich? Dla magazynu „Wiatr” mówi Robert „Jabes” Janecki, który w teamie jachtu „Gemini 3” odpowiada między innymi za planowanie trasy i tzw. routing pogodowy:
– O tej decyzji przesądziła przede wszystkim strategia pokonania niektórych odcinków oraz warunki meteorologiczne, które na nich panują. Znamy doskonale możliwości jachtu. Katamaran „Gemini 3” najszybciej i najłatwiej prowadzi się w żegludze baksztagiem. Zaraz po starcie Roman szybciej „wjedzie” w wiatry pasatowe, a wracając, po minięciu równika, nie będzie musiał okrążać Wyżu Azorskiego. Może właściwie najkrótszą drogą jechać do mety w Las Palmas, licząc na korzystne wiatry ze wschodu. Bardzo dokładnie przeczytałem przepisy organizacji World Sailing Speed Record Council, nadzorującej oceaniczne rejsy i zatwierdzającej rekordy ustanawiane na różnych trasach. Chcąc pobić rekord w żegludze dookoła świata, nie trzeba wybierać klasycznej drogi z zachodniej Europy. Oczywiście, żeglując na wschód (z wiatrem), taka trasa jest właściwie optymalna, ale płynąc w drugą stronę (pod wiatr), można szukać innych szlaków. Przepisy nie określają, z którego miejsca na mapie należy wystartować. Regulamin ma wiele punktów, ale najważniejsze są trzy: jacht musi przeciąć wszystkie południki, rejs nie może być krótszy niż 21600 mil morskich po ortodromie, a start nie może być wyznaczony poniżej równoleżnika 45 stopni szerokości geograficznej południowej.
– Dlaczego zapisano takie wytyczne? Chodzi o to, by rejsy po rekord można organizować także z innych kontynentów, na przykład z Australii – wyjaśnia „Jabes”. – Przecież żeglarz z Sydney nie przypłynie do Europy, by stąd rozpoczynać okołoziemską wyprawę. Dlatego właśnie ustanowiono minimalną długość rejsu. Aby trasa miała wymaganą długość, wyznacza się na mapie punkt, który jacht musi minąć. Romek będzie musiał opłynąć lewą burtą Raoul Island (Kermadec Islands) – wyspę leżącą na północ od Nowej Zelandii (przybliżona pozycja: 29 14’20 S, 177 57’35 W). Myślę, że to dobre rozwiązanie, bo i tak planowaliśmy na Pacyfiku nadłożyć drogi i pokierować katamaran nieco na północ. Po to, by Roman mógł płynąć w korzystniejszych warunkach meteorologicznych.
—
Sześć lat temu Francuz Jean-Luc Van Den Heede odbył samotny rejs ze wschodu na zachód w 122 dni. Płynął jednokadłubowym jachtem „Adrien”. Do dziś nikt tego wyniku nie poprawił. Nigdy też nie podejmowano próby bicia rekordu na tym szlaku w żegludze na wielokadłubowcu. „Gemini 3” to najszybszy jacht, jaki kiedykolwiek pływał pod polską banderą. Na pokonanie 200 mil ze Świnoujścia do Gdyni potrzebował zaledwie 8 godzin, 55 minut i 50 sekund. Na tej łodzi można żeglować z szybkością ponad 30 węzłów. Maksymalna prędkość, jaką zanotowano na pokładzie, to ponad 38 węzłów, czyli 70 km/h.
Krzysztof Olejnik

