Przerwany rejs „Gemini 3”
Przerwany rejs „Gemini 3”
Roman Paszke: „Ze względu na realną groźbę zatopienia jachtu zdecydowałem się przerwać próbę bicia rekordu. Była to jedna z najtrudniejszych decyzji w moim życiu. Chciałem za wszelką cenę uratować jacht”.

Na początku grudnia Roman Paszke wypłynął z Las Palmas w samotny rejs dookoła świata bez zawijania do portów. Celem wyprawy było pobicie rekordu na najtrudniejszej trasie: ze wschodu na zachód. To chyba największe wyzwanie w oceanicznym żeglarstwie.
Przez 24 dni Roman przepłynął jedną czwartą okołoziemskiej trasy. Pokonał samotnie niespełna 11 tys. km, najwięcej w swojej krótkiej przygodzie z żeglowaniem solo. Schudł 9,5 kg. Warunki wietrzne i pogodowe miał dobre, a prognoza pogody na opłynięcie Hornu, który był niemal na wyciągniecie ręki, pozwalała mieć nadzieję na szczęśliwe kontynuowanie rejsu. Niestety, zawiódł jacht, a właściwie instalacja – nie wytrzymała trudów żeglugi pod wiatr przy wzburzonym oceanie i silnym wietrze.
Czy w takim razie rejs Romana Paszke to porażka? Ze sportowego punktu widzenia – tak. Próba została przerwana, jacht uszkodzony, teraz trzeba ponieść koszty związane z naprawą „Gemini 3” i powrotem przez ocean do Europy. Ale jeśli przypomnimy sobie medialny rozgłos, jaki towarzyszył temu wydarzeniu, można uznać, że osiągnięto pewien marketingowy sukces. Według danych organizatorów, o rejsie słyszało aż 8 mln Polaków. Zapamiętali próbę bicia rekordu nie jako sportową porażkę, ale jako skuteczną akcję ratowania najszybszego polskiego jachtu.
Wrocławska firma Pentagon Research zajmuje się badaniem efektywności sponsoringu w sporcie i kulturze. Świadczy też usługi doradcze w takich dziedzinach, jak sponsoring i product placement. Pentagon dysponuje narzędziami i metodami badawczymi, które pozwalają obliczać zyski sponsora z udziału w danym wydarzeniu. Firma obsługuje największych polskich sponsorów: Polkomtel, Kompanię Piwowarską, Grupę Żywiec, Telekomunikację Polską, Grupę Lotos, Orlen, a także takie wydarzenia, jak Tour de Pologne, Puchar Świata FIS (Międzynarodowa Federacja Narciarska) w skokach narciarskich i Formułę 1. Dlatego magazyn „Wiatr” zwrócił się z prośbą do Pentagon Research o obliczenie reklamowej wartości ekspozycji reklam najważniejszych sponsorów rejsu Romana Paszke. Chcieliśmy się dowiedzieć, czy z punktu widzenia mecenasa sportu warto inwestować w ryzykowne i ekstremalne projekty żeglarskie.
Oto wyniki. Firma Enea, która miała największy logotyp na burtach „Gemini 3”, zyskała dzięki relacjom telewizyjnym reklamę o wartości ponad 553 tys. zł, Renault – 128 tys. zł, Sopot – 105 tys. zł, Orange – 56 tys. zł, 3Oceans – 29 tys. zł, a Paszke Finance – prawie 26 tys. zł. Relacje z rejsu najczęściej pojawiały się w pięciu kanałach telewizji publicznej, ale newsy trafiały też do innych stacji. Jeśli dodamy do tego dziesiątki artykułów prasowych i setki newsów w internecie (tylko na portalu magazynu „Wiatr” opublikowano od 30 października 2011 r. do 11 stycznia 2012 r. aż 38 tekstów ze zdjęciami), można uznać, że pod względem marketingowym pierwsza próba bicia rekordu przez Romana Paszke nie była porażką. Być może te wyniki zachęcą sponsorów, by dali Romanowi kolejną szansę. Start do następnego rejsu planowany jest na listopad lub grudzień tego roku. Ktoś może oczywiście powiedzieć, że nie po to żeglarze wyruszają na oceany, by zdobywać laury w telewizji. Ale przecież dzisiejszy świat sportu jest zależny od mediów. I gdyby nie one, Roman Paszke mógłby wypłynąć jedynie na wycieczkę.
Jak doszło do awarii i przerwania rejsu? 5 stycznia 2012 r. katamaran „Gemini 3” żeglował pod wiatr pomiędzy wybrzeżem Argentyny i Falklandami. Wiało z prędkością 28 węzłów z południowego zachodu. Grot na trzecim refie. Około godz. 20.30 czasu polskiego jacht dostał się w strefę stałego wiatru o sile powyżej 40 węzłów. W ciągu następnych 25 minut wiatr wzmógł się do 58 węzłów (107,5 km/h). Na morzu powstała wysoka i krótka fala. Wielokrotne pionowe uderzenia o fale doprowadziły do osłabienia mocowań zbiornika paliwa umieszczonego w lewym pływaku (w przedziale nawigacyjnym), aż do zniszczenia zamocowań.
W trakcie tych wydarzeń Roman sterował jachtem z prawego pływaka. Około północy, podczas inspekcji jachtu, wszedł do lewego pływaka i zobaczył duże ilości wody oraz paliwa w przedziałach nawigacyjnym i silnikowym. Natychmiast zmienił kurs i uruchomił pompę. Poinformował o zdarzeniu Roberta Janeckiego dyżurującego w centrum nawigacyjnym rejsu w Mrągowie. Po krótkim czasie Roman spostrzegł, że uszkodzona jest instalacja elektryczna lewej burty. Choć pompa pracowała, a kapitan dodatkowo wylewał wodę wiadrem, zalane zostały przedziały nawigacyjny, silnikowy i rufowy. Paszke postanowił przerwać rejs i udać się do najbliższego portu znajdującego się w odległości 167 mil (Rio Gallegos). W chwili zmiany kursu do przylądka Horn katamaran „Gemini 3” miał zaledwie 314 mil morskich. Od linii startu pokonał 5800 mil.
Po dwóch godzinach pompa wodna przestała pracować. Pozostało jedynie wybieranie wody wiadrem. O zdarzeniu powiadomiono argentyńskie służby ratunkowe, także polską placówkę dyplomatyczną w Buenos Aires i sponsorów rejsu. Po ponad 24 godzinach żeglugi z uszkodzonym lewym pływakiem Roman Paszke przyjął hol z motorówki pilotowej, która po czterech godzinach holowania w górę rzeki doprowadziła katamaran do miejsca cumowania. W trakcie podnoszenia jachtu z wody okazało się, że w pływaku znajdowało się ponad pięć ton wody, znacznie więcej niż początkowo przypuszczano.
Ustalono, że bezpośrednią przyczyną awarii lewego pływaka było zerwanie ze specjalnych mocowań 300-litrowego zbiornika znajdującego się w przedziale nawigacyjnym, który przemieszczając się, uszkodził przewody paliwowe oraz znajdujące się w ich pobliżu przewody wody zaburtowej. Zniszczenia doprowadziły do wycieku paliwa oraz wlewania się wody. Struktura jachtu pozostała jednak nienaruszona. Należy podkreślić, że katamaran mimo ogromnego obciążenia zdołał o własnych siłach dotrzeć po wzburzonym morzu do bezpiecznego brzegu.
Pod koniec stycznia „Gemini 3” był już gotowy do powrotnego rejsu. Roman Paszke na kilka dni wpadł do Polski, by przeprowadzić rozmowy ze sponsorami i ubezpieczycielem jachtu. Już planował drugą próbę bicia rekordu. Przypomnijmy, Francuz Jean Luc van den Heede trzykrotnie wyruszał po rekord na tej trasie. Dwukrotnie dotarł do Pacyfiku. Pierwszym razem przyczyną niepowodzenia była awaria autopilotów. W trakcie drugiego rejsu złamał maszt. W chilijskim porcie kupił rurę kanalizacyjną, otaklował ją i na tym niecodziennym takielunku powrócił do Francji. Trzeci rekordowy rejs (2003 r.) trwał 122 dni, 14 godzin i 3 minuty. Była to dla Jean Luca ostatnia próba oceaniczna w karierze. Płynąc z Brestu do Berestu, pobił rekord prawie o miesiąc. Do dziś jego czas nie został poprawiony.
W materiale wykorzystano obszerne fragmenty oficjalnego komunikatu, który informował o przyczynach przerwania rejsu przez Romana Paszke.



