Przez Pisę i Narew do stolicy
Czy warto wracać z Mazur do Warszawy drogą wodną?
Przez Pisę i Narew pływam od kilkunastu lat. To naprawdę ciekawa przygoda – mówi Tomasz Janiszewski, kapitan oriona „Leśny Dziadek”. – W tym roku na Zalew Zegrzyński wróciłem pod koniec sierpnia. Pokonanie szlaku zajęło mi dwa i pół dnia. Kolejny dzień to przeprawa z Zegrza do Warszawy.
Szlak z Pisza do stolicy ma około 250 km. Wiedzie przez bardzo malownicze tereny. – Pierwszy odcinek to Puszcza Piska, gdzie trzeba uważać na zwalone drzewa i podwodne karpy (pozostałości po ściętych pniach). Ale do tej pory nigdy nie musiałem przerywać rejsu, by usuwać przeszkodę tarasującą szlak – opowiada Janiszewski. – To najpiękniejszy i najbardziej dziki fragment trasy – dodaje Michał Kozłowski, szkutnik z Warszawy, który drogę z Mazur do stolicy pokonał już kilkadziesiąt razy, ostatnio w pierwszej połowie września, płynąc dziewięciometrowym jachtem motorowym.
Jakie wyzwania czekają nas na tym odcinku? Na Pisie maszt oczywiście powinien być położony. Najlepiej przesunąć go do przodu łodzi, by zmniejszyć ryzyko zahaczenia topem o pnie znajdujące się nad samym brzegiem. Pamiętajmy też, że pierwszeństwo mają jednostki płynące z prądem (czyli ku Warszawie). Sterując z prądem, o wiele trudniej zwalniać, jednocześnie utrzymując zdolność do manewrów. Przy małej prędkości pojawiają się problemy ze sterownością, a przy większej można się zagalopować i wpaść na przeszkodę.
– Czasem mamy dobrą widoczność, do 200 m na wprost. Ale za chwilę jest ona ograniczona do 50 m – ostrzega Michał Kozłowski. I wspomina: – Wychodząc zza zakrętu, nagle zobaczyłem zatopione drzewo. Pień zostawił przesmyk o szerokości niecałych czterech metrów, ale akurat w tym miejscu była płycizna. Daliśmy gaz do dechy, wbiliśmy się w piach, weszliśmy do wody, trochę pobujaliśmy kadłubem i łódź zeszła z mielizny.
Po wpłynięciu na Narew, można postawić maszt. Niektórzy nawet próbują płynąć na żaglach (częściej można to zrobić, żeglując pod prąd, w kierunku północnym). Narwią docieramy do Ostrołęki, gdzie był kiedyś ośrodek PTTK, później zamieniony na hotel o nazwie „Titanic” (Narew zatapiała go regularnie każdej wiosny). Dziś hotel nazywa się „Pod Narwią”. Kilkadziesiąt metrów za nim jest hangar, szumnie zwany przystanią PTTK. W pobliżu znajduje się również placówka WOPR.
Na Narwi trzeba przepłynąć pod kilkoma mostami, między innymi w Wierzbicy, w Pułtusku (rurociąg, most drogowy i kładka dla pieszych), trzema konstrukcjami w Ostrołęce, a także mostem w Różanie (armatorzy małych jachtów mogą go pokonać, nie kładąc masztu). Ostatnia przeszkoda przed Jeziorem Zegrzyńskim znajduje się w Nowogrodzie.
Na koniec mamy przeprawę do stolicy przez prawie 20-kilometrowy Kanał Żerański. Dużym przeżyciem jest przepłynięcie przez śluzę na Żeraniu, jedną z większych tego typu budowli na śródlądziu, z imponującymi pionowymi ścianami. Ostatnie kilometry to żegluga w górę Wisły przez Warszawę.
Podróż z Pisza do Warszawy nie powinna zająć więcej niż trzy dni (w przeciwną stronę można płynąć nawet dwa dni dłużej). Ruch jest niewielki. Zazwyczaj spotyka się jeden, dwa jachty dziennie. Na Pisie raczej nie ma problemów ze stanem wody (jest regulowany za pomocą jazów), za to Narew bywa kapryśna. Stany wód warto sprawdzić przez wyruszeniem w rejs, np. na hydromapie serwisu pogodowego Instytutu Maeteorologii i Gospodarki Wodnej (www.pogodynka.pl, zakładka „rzeki”). Problemem bywa oznaczenie rzeki, przy niskich poziomach trzeba być naprawdę czujnym. Poza tym po ulewnych deszczach rzekę „czyta się” o wiele trudniej i niełatwo zauważyć podwodne przeszkody. Oczywiście, warto pamiętać, że dobijać zawsze powinniśmy pod prąd.
Na podróż z Mazur do stolicy zużyjemy od 10 do 15 l paliwa. Tankować można wygodnie m.in. w Ostrołęce, Pułtusku i Nieporęcie. Żeglując na północ, zużyjemy około 25 l paliwa. Po drodze nie ma problemów z zaopatrzeniem, w pobliżu rzek jest wiele sklepów, niekiedy trzeba do nich podejść kilkaset metrów. Niektórzy armatorzy korzystają na szlaku z tzw. rzecznych płetw sterowych, są one krótsze, ale szersze. Oczywiście, problemy będą miały łodzie z mieczem szybrowym, ale wszystkie pozostałe, nawet większe jachty, powinny sobie poradzić. Tę trasę pokonywały już jednostki mające nawet metrowe zanurzenie. Płynąc pierwszy raz, warto wybrać łatwiejszy i bezpieczniejszy kierunek, czyli żeglugę pod prąd.
Maciej Miłosz



