ŻEGLARZ ROKU 2020

Plebiscyt magazynu „Wiatr”

Partnerzy Plebiscytu
  • PARKER
  • Aftershokz
  • Yema
  • Paul Hewitt
  • Code Zero

Głosowanie zostało zakończone

Yema
AfterShokz

Głosowanie na Żeglarza Roku 2020

Przemysław Miarczyński

Potwierdzanie przez Facebooka

Zaloguj przez Facebook

Jeśli masz konto na Facebooku, kliknij powyżej, by oddać głos.
Zaakceptuj uprawnienia i zaloguj się do Facebooka.

Potwierdzanie przez E-mail

Wpisz adres e-mail i wyślij. Otrzymasz wiadomość z odnośnikiem do głosowania.

Zamknij

Zdobytch głosów 0.4%

głosuj

Głosować można raz w każdej dobie do 12 lutego 2021 roku.

Przemysław Miarczyński

Nominacja za zgłębianie tajemnic windsurfingu z foilem oraz za srebrny medal mistrzostw świata w klasie Formula Windsurfing Foil.

Fot. Rafał Czepułkowski / FotoSurf, Patrick Pollak 

Nie wiemy, czy ktoś na świecie wie o windsurfingu z foilem więcej, niż Przemek Miarczyński, brązowy medalista olimpijski z Londynu (2002) i czterokrotny uczestnik igrzysk. Ale wiemy, że nikt tak jak on, nie potrafi zgłębiać tajemnic nowego sportu i dzielić się wiedzą z innymi żeglarzami, łącząc funkcje szkoleniowca, zawodnika i testera sprzętu. Jest jak Clint Eastwood – pisze scenariusz, wciela się w rolę reżysera, produkuje film, a czasem nawet sam się obsadza w głównej roli.

W minionym sezonie 41-letni „Pont” wywalczył wicemistrzostwo świata w klasie Formula Windsurfing Foil. Regaty rozegrano w Szwajcarii, na jeziorze Silvaplana. Srebro zdobyła także Maja Dziarnowska. Zofia Klepacka i Maciek Rutkowski zajęli doskonałe czwarte miejsca, a Karolina Lipińska była piąta. Sukces polskiej ekipy to w dużej mierze efekt pracy sztabu, którym dowodzi właśnie Przemek, wirtuoz windsurfingu, człowiek orkiestra w polskiej kadrze, a także mąż i ojciec trójki dzieci – słowem: sportowiec, który dla młodych może być wzorem i źródłem inspiracji.

– Moje zainteresowanie foilem rozpoczęło się od deski z latawcem – wspomina „Pont”. – Po igrzyskach w Londynie nie było pewne, czy windsurfing obroni swój olimpijski status. Coraz częściej mówiono, że deskę z żaglem zastąpi deska z latawcem. No to wziąłem kite’a i zacząłem pływać. Najpierw na tradycyjnym sprzęcie, a później z foilem. Wtedy poczułem, że latanie nad wodą to jest to. Zupełnie nowe żeglarstwo, nowe wrażenia i nowy sposób korzystania z siły wiatru. Później, gdy było już wiadomo, że windsurfing zostaje w programie igrzysk, testowałem deskę z foilem Neilpryde RS:X Convertible. Następnie rozpoczęła się era polskiego producenta foili, czyli firmy Exploder. Z Kubą Kopyłowiczem, szefem Explodera, uzgodniliśmy, że będziemy razem rozwijać konstrukcję polskiego foila oraz dzielić się doświadczeniami i spostrzeżeniami. Do ekipy testowej dołączył też Maciek Rutkowski. Cel? Najlepszy foil na świecie musi mieć metkę „made in Poland”. Testowanie nowych elementów na wodzie ma kluczowe znaczenie, bo nie zawsze komputerowe obliczenia i analizy prowadzą do najlepszych wniosków. Zresztą, te wszystkie symulacje i wykresy nie bardzo mnie kręcą, wolę to brać „na czuja”. Analizy komputerowe są ważne, ale później i tak wszystko musi sprawdzić zawodnik w akcji na wodzie. Komputer nie zastąpi doświadczonego żeglarza, który zwróci uwagę na dziesiątki elementów: prędkość, wysokość lotu, kąt nachylenia deski, długość foliowego masztu – wylicza Przemek.

Pandemia zburzyła w tym roku plan startów i zgrupowań w klasie RS:X, którą zawodnicy pożegnają podczas przyszłorocznych igrzysk w Tokio (Polskę reprezentuje Piotr Myszka, zawodnikiem rezerwowym jest Radosław Furmański). Ale paradoksalnie, przez lockdown nasi deskarze mogli więcej czasu poświęcić na żeglowanie z foilem i nabieranie umiejętności w nowej konkurencji. By nie tracić czasu, spotykali się kilka razy w miesiącu. Trenowali i organizowali regaty. Covid zamroził sport, ale nie zatrzymał zawodników zainteresowanych nową windsurfingową konkurencją.

Podczas regat w Szwajcarii, które były zwieńczeniem pandemicznego lata, Przemek pewnie sięgnął po srebro (Maciek Rutkowski przegrał brąz o włos – miał tyle samo punktów, co trzeci w klasyfikacji Francuz Pierre Mortefon). W minionym sezonie „Pont” zaliczył jeszcze wicemistrzostwo kraju na foilu oraz brązowy medal mistrzostw Polski w klasie RS:X. Gdy rozmawialiśmy z nim w drugiej połowie listopada, był na zgrupowaniu w Portugalii. Kadrę klasy RS:X przygotowywał do mistrzostw Europy, a z Maćkiem Rutkowskim testował zestawy nowej olimpijskiej klasy IQFoil, która będzie windsurfingową konkurencją podczas igrzysk Paryż 2024. – Musimy zachować czujność i ciągle pracować, bo jak prześpimy choćby kilka miesięcy, to świat nam odjedzie – mówił.

Czy Przemek Miarczyński mógłby jeszcze raz powalczyć o igrzyska i pokusić się o piąty start w olimpijskich regatach? – Nie mogę wykluczyć takiej sytuacji, bo życie jest pełne niespodzianek. Jednak, po pierwsze, gdyby doszło do rozważań o moim kolejnym starcie, to chciałbym, by ewentualna decyzja zapadła po konsultacjach w gronie osób ze związkowego teamu. Po drugie, za dwa lata musiałbym być najlepszym polskim zawodnikiem żeglującym na nowej olimpijskiej desce – szczerze mówiąc, nie sądzę, by było to możliwe. Młodzi z pewnością mnie dogonią i sprawa się rozwiąże w sposób naturalny. Taki właśnie mam plan.

 

Reklama
AfterShokz
Code Zero
Yema
Paul Hewitt