Magazyn Wiatr - portal żeglarzy i pasjonatów sportów wodnych

Coraz mniej lodu w Arktyce

Jacht „Selma Expeditions” pokonał arktyczne Przejście Północno-Zachodnie, jedną z najtrudniejszych tras żeglarskich.

  • SelmaExpeditions.com
  • poniedziałek, 14 września 2015

SELMA EXPEDITIONS NA MORZU BEAUFORTA POZDRAWIA CZYTELNIKÓW WIATRU
Piotr Kuźniar z załogą

SelmaExpeditions.com

Korespondencja z jachtu dostarczona drogą satelitarną przez Global Marine Networks, LLC’s XGate software. Więcej o jachcie i wyprawie poniżej oraz na stronie www.selmaexpeditions.com

„Selma expeditions” śladem Amundsena i północnych wypraw polarnych.
Aktualna pozycja jachtu:

https://my.yb.tl/selmaexpeditions

Morze Beringa,10.09.2015. „Selma Expeditions” w morzu

Jacht „Selma Expeditions”, żeglując śladami arktycznych wypraw polarnych i Amundsena, pokonał arktyczne North West Passage (Przejście Północno-Zachodnie), jedną z najtrudniejszych tras żeglarskich na świecie.

10 września „Selma” z kapitanem Piotrem Kuźniarem i 7-osobową załogą pokonała Cieśninę Berringa i wpłynęła na Morze Beringa. W ten sposób dołączyła do elitarnej grupy pond 200 jachtów która od czasu Amundsena odbyła rejs Przejściem Północno-Zachodnim, przez Arktykę Kanadyjską, oraz szóstym jachtem pod polską banderą i jedenastym z polską załogą. Pomimo postępującego zmniejszenia zalodzenia w Arktyce, przejście jedną z najtrudniejszych tras żeglarskich.

Po 3686 milach i 37 dniach żeglugi od wyjścia z Sisimiut na Grenlandii, „Selma” symbolicznie kończy trasę przejścia przekraczając szeroką na 85 km Cieśninę Beringa, geograficzną granicę pomiędzy Azją i Ameryką Północną. To właśnie tutaj przebiega linia zmiany daty. Cieśnina Beringa łączy Morze Czukockie z Morzem Beringa czyli Ocean Arktyczny z Pacyfikiem.

Rejsy arktyczną trasą North West Passage ze wschodu na zachód (z północnego Atlantyku na północny Pacyfik) możliwe są tylko pomiędzy sierpniem i październikiem. W pozostałym okresie szlak skuwa lód. Ta morska droga z Europy do wschodniej Azji prowadzi drogami wodnymi wewnątrz kanadyjskiego Archipelagu Arktycznego. Pierwszy raz North West Passage pokonał 110 lat temu legendarny norweski polarnik Roald Amundsen na 45-tonowym kutrze „Gjøa”. Wtedy zajęło to mu trzy lata. Pierwszymi Polakami, którzy pokonali NWP, byli 30 lat temu Wojtek Jacobson, Janusz Kurbiel i Ludomir Mączka na jachcie „Vagabond’eux” pod francuską banderą. Był to rejs wymagający wielkiej wytrzymałości. Jacht musiał trzy razy zimować w Arktyce. Pierwsze jachty pod polską banderą, które dokonały przejścia NWP, to „Nekton” oraz „Stary” w 2006 roku.

***

06/07.09.2015. Dwie trzecie już pokonano. Od startu na początku sierpnia w Sisimiut na Grenlandii „Selma” przepłynęła 3200 mil morskich (ponad 5900 km). Do zakończenia wyprawy przez Przejście Północno-Zachodnie śladem Amundsena i północnych wypraw polarnych jeszcze około 1400 mil. Do portu Unalaska na Aleutach (Alaska) „Selma” powinna dotrzeć za kilka dni. Ale jak zawsze na oceanach, a w Arktyce szczególnie, o wszystkim zadecyduje pogoda oraz warunki lodowe…

Piotr Kuźniar, skipper „Selma expeditions”, morze Beauforta:
„Wokoło pustka morza Beauforta. „Selma” lekko bierze fale. Czasem tylko spieniony grzywacz nagle wpadnie na pokład. Wiatry nam sprzyjają. Przeważają baksztagi, umiarkowanie silne, nasza prędkość nie spada poniżej sześć węzłów. Powoli zbliża się finisz rejsu przez Przejście Północno-Zachodnie (North West Passage). Jesteśmy obecnie w okolicy Point Barrow. To ostatnie miejsce gdzie mogłyby nas zatrzymać lody. Prognoza wiatrowa korzystna. Pak lodowy odszedł daleko na północ więc przeszkód raczej nie będzie. Potem pozostanie nam przeżeglować kawałek przez morze Czukockie i morze Beringa. Prognozy ostrzegają, że tam spotkać może nas zła pogoda. Pamiętamy opisy tego rejonu w trakcie rejsów między innymi jachtów „Stary” i „Lady Dana 44”. Pisali, że bywa tu nielekko….”.

Od wyjścia dwa tygodnie temu z osady Cambridge Bay nie widzimy żadnych ludzi. Obecnie żeglujemy kilka stopni geograficznych za kręgiem polarnym. Otrzymywane drogą satelitarną mapy zasięgu paku lodowego mówią, że niemal o niego się ocieramy. Jednak nie widzimy żadnych większych skupisk lodu. To niezaprzeczalne objawy postępującego w Arktyce ocieplenia. Jeśli porównać zdjęcia lodowców na Grenlandii, czy Spitsbergenie, wykonane w latach 60-tych ubiegłego wieku, oraz dzisiejsze – różnice są ogromne. Lód cofnął się wiele kilometrów. W mijanych cieśninach, na brzegu, gdzie dawniej piętrzyły się potężne zaspy śniegu i lodu, teraz widać zwały kamieni, żwiru i błota. Trzydzieści lat temu, kiedy to samo Przejście Północno-Zachodnie pokonywał jacht „Vagabound II”, z pierwszą polską załogą, która dotarła do NWP, pokonanie trasy zajęło aż trzy lata. Nam prawdopodobnie uda się to w jednym sezonie żeglugowym. I nie wynika to tylko z dzielności morskiej „Selmy” i doświadczenia polarnego załogi, ale przede wszystkim ze znacznie mniejszego zasięgu lodu.

Na razie na naszym logu – licząc od Sisimiut na Grenlandii – nawinęliśmy około 3200 mil. Czyli za nami już ponad dwie trzecie założonej trasy. Patrząc na ostatnie pięć tygodni rejsu, musimy przyznać, że Neptun jest – jak do tej pory – łaskawy. Warunki lodowe w tym roku są raczej łagodne. Dodatkowo, korzystając z komunikacji satelitarnej i pomocy nieocenionego Wojtka Wejera, który na bieżąco analizuje i przekazuje nam informacje o stanie lodu na naszej trasie (dziękujemy!), udało się przebyć wszystkie miejsca uważane przez tutaj żeglujących za najtrudniejsze. Do tej pory jedyne istotne przeszkody lodowe napotkaliśmy w Cieśninie Franklina, gdzie rzeczywiście musieliśmy omijać jęzory paku lodowego. Ale wiemy, że lód jest ciągle w pobliżu. Dlatego obserwatorzy nie mają taryfy ulgowej. Ostatnio, w trakcie żeglugi, często występuje mgła – widoczność ogranicza się kilkuset lub nawet kilkudziesięciu metrów. Mimo pozornej pustki musimy cały czas uważać. Kilka dni temu, w gęstej mgle, minął nas statek handlowy, widoczny tylko jako cień na radarze. Okazało się, że minęliśmy się tylko o kilkaset metrów i to tutaj, gdzie ludzi jest tak mało. Wczoraj inne, tym razem miłe (bo żeglarskie) spotkanie. Z mgły wypłynął nieoczekiwanie jacht pod żaglami. Krótka rozmowa radiowa na kanale 16. To s/y „Salty” z Australii, z pięcioosobową załogą: dwoje rodziców i trójka kilkuletnich dzieci. Żeglują wokoło Barrow, a potem – podobnie jak my – do Dutch Harbour. Może wkrótce spotkamy się w porcie na Alasce?

North West Passage jest dla nas także pasjonującym spotkaniem z przyrodą oraz z rdzennymi mieszkańcami tych terenów – Inniutami. Oraz z historią odkrywania i zdobywania tego przejścia. Do tej pory na całej trasie NWP chyba największe wrażenie zrobiła na nas Wyspa Dewon z niesamowitym marsjańskim krajobrazem gór stołowych i osypującymi się skałami osadowymi. To także miejsce przyjazne żeglarzom. Głębokie fiordy oferują tu bezpieczne schronienie na kotwicy i zapraszają do dłuższych postojów. Inne szczególne miejsce to Fort Ross z opuszczoną faktorią Hudson’s Bay Company, której agenci skupowali skóry cennych lisów polarnych, białych niedźwiedzi i fok. Na początku XX wieku za tymi futrami szalały wyższe sfery Ameryki i Europy. Było to tak niedawno, a teraz niezamieszkane budynki faktorii wciąż stoją i w razie konieczności służą wędrowcom i żeglarzom. To właśnie tam można znaleźć na stronach księgi pamiątkowej wpisy naszych poprzedników na tej trasie, także z polskich jachtów…

Kolejne niezapomniane miejsce to malownicze przejście wąską cieśniną Bellota znaną z bardzo silnych prądów, gdzie na samym środku spotkaliśmy białego niedźwiedzia i trzy białe wieloryby – biełuchy. Płynący tędy prąd zapewnia chyba dostatek pokarmu, bo i fok było sporo. Na pewno zapamiętamy spotkanie w okolicach Gjoa Haven swobodnie wędrującego ogromnego woła piżmowego, a w okolicach Cambridge Bay, w Narodowym Parku Mount Pelly, największe na świecie tereny kanadyjskich gęsi lęgowych.

Najciekawsze spotkania z mieszkańcami tych pięknych i surowych terenów to na pewno te ze społecznością Innuitów w Toloyoak. Chmary ciekawskich, wszędobylskich i roześmianych dzieciaków. Byliśmy tam atrakcją. Wizyta w szkole oraz zwiedzanie pokładu jachtu pod biało-czerwona banderą przez ponad setkę maluchów to na pewno niezłe przeżycie. Sto mil dalej, w Gjoa Haven, trafiliśmy na inuicke Święto Końca Lata. Okazja do poznania lokalnych tańców, śpiewu oraz zobaczenia jak miejscowy rzeźbiarz tworzy z kamienia postać niedźwiadka.

Były też pamiątki po odkrywcach i uczestnikach wielkich wypraw arktycznych sprzed ponad 100 lat, odkrywane w kolejnych zatokach i cieśninach. Mijaliśmy wyrzucony na brzeg wrak statku HMS „Fury” z wyprawy admirała Williama Edwarda Parry, widzieliśmy dzwon wydobyty z wraku statku „Erebus” z nieszczęsnej wyprawy Franklina i kolekcje przedmiotów codziennego użytku zebrane wśród Innuitów w okolicach Gjoa Haven przez Amundsena.

Przed nami jeszcze 1400 mil. Po drodze do portu Unalaska na Aleutach (Alaska) planujemy krótki postój w Nome.

Piotr Kuźniar z załogą
Więcej o jachcie i wyprawie poniżej oraz na stronie www.selmaexpeditions.com

Witamy na portalu Wiatr.pl

Zaloguj się i odkryj nowe możliwości