Magazyn Wiatr - portal żeglarzy i pasjonatów sportów wodnych

Medialny atak na żeglarski projekt Polska100 Mateusza Kusznierewicza. O co toczy się gra?

  • Krzysztof Olejnik, fot. Gilles Martin-Raget
  • środa, 4 kwietnia 2018

O jachcie Polska100 w kwietniowym wydaniu magazynu „Wiatr”:

http://magazynwiatr.pl/pdf/MagazynWiatr_04_2018.pdf

magazynwiatr-04-2018

***

Na Mateusza Kusznierewicza runęła fala nieprzychylnych komentarzy. Politycy z lewej i z prawej strony, dziennikarze telewizyjni i prasowi oraz internauci z portali społecznościowych wytoczyli działa, by skrytykować finansowanie przez Polską Fundację Narodową projektu Polska 100, którego Mateusz jest pomysłodawcą i twarzą. O co chodzi w tej awanturze?

Nie interesuje nas polityka. Nie mieszamy żeglarstwa do sejmowych i ulicznych sporów. Ale jednocześnie chcemy, by nasz sport się rozwijał, a nasi żeglarze korzystali z finansowego wsparcia – przedsiębiorstw prywatnych i państwowych, a także organizacji i fundacji, w których często stery dzierżą politycy lub ich przedstawiciele. Jak żeglować przez ten ocean? Czy Mateusz popełnił jakiś błąd?

Nie zakładał Polskiej Fundacji Narodowej. Nie ma wpływu na to, skąd pozyskuje pieniądze na swą działalność. Wiedział natomiast, że dzięki spółkom skarbu państwa ma możliwości i fundusze, by zainwestować w kosztowne przedsięwzięcie żeglarskie. Złożył więc ofertę – podobnie jak kilka innych osób ze sportowego środowiska.

Polska100-jacht-1 (Small)Po miesiącach rozmów zarząd fundacji postawił na projekt Mateusza. W listopadzie ubiegłego roku przedstawiono cele przedsięwzięcia – dowiedzieliśmy się, że oceaniczny jacht regatowy, żeglujący pod polską banderą, z polską załogą, wypłynie w rejs dookoła świata i weźmie udział w kilku słynnych morskich wyścigach. Początek wyprawy w setną rocznicę odzyskania niepodległości, powrót – w setną rocznicę zaślubin Polski z morzem.

Gdy się okazało ile to będzie kosztować (kilkanaście milionów złotych), rozpoczął się atak. Czego się dowiedzieliśmy podczas tej awantury? Przede wszystkim, jak głęboką ignorancją i niewiedzą legitymują się politycy, dziennikarze i niektórzy komentatorzy rodem z Facebooka. Tylu bzdur na temat żeglarstwa i przemysłu jachtowego dawno nie słyszeliśmy. Na przykład, że oceaniczny jachting to promocja na bezludnych wodach, czyli topienie pieniędzy. Gdyby tak było, nikt by nie wydawał grubych milionów euro na Volvo Ocean Race, Vendée Globe, Sydney – Hobart, Fastnet, czy na wyścig Transat Jacques Vabre. Alex Thomson, brytyjski żeglarz, podsumował niedawno czteroletnią współpracę ze swymi sponsorami i ogłosił, że zwrot z ich inwestycji wyniósł 226 mln euro (czyli promocja jednak nie tylko „tam gdzie ryby i ptaki”). Alex od lat współpracuje z tymi samymi partnerami, bo ci nie chcą go wypuścić z rąk. Po prostu widzą w nim potencjał, a w żeglarstwie – marketingowy sukces.

Słyszeliśmy też, że polskie pieniądze powinny być wydawane na polskie jachty, a nie na „żaglówki od Francuzów”. Oczywiście! Nasz przemysł jachtowy kwitnie i jest europejskim liderem w produkcji małych i średnich łodzi turystycznych. Tylko żadna z firm nie specjalizuje się w budowie takich maszyn, jak „Polska 100”. Równie dobrze moglibyśmy zapukać do poznańskiej fabryki volkswagenów i zapytać, czy nam zbudują bolid Formuły 1. A tak na marginesie – zakupioną łódź zbudowano w USA, a nie nad Sekwaną (stocznia New England Boatworks na wyspie Rhode Island).

Kolejny zarzut: „Projekt Polska100 to wyciąganie kasy z państwowych spółek, czyli droga zabawa za publiczne pieniądze”. Niektórych taka teza może zdziwić. Przecież prawie cały polski sport, przede wszystkim olimpijski, żyje głównie dzięki wsparciu państwa. To właśnie z publicznych pieniędzy Ministerstwa Sportu i Turystyki finansujemy skoki Kamila Stocha, rzuty Anity Włodarczyk, biegi Adama Kszczota i sprinty Justyny Kowalczyk. Państwowa spółka finansowała też starty Polaków w rajdach Dakar. A kto wspiera Polski Komitet Olimpijski? Orlen, Lotto, Tauron, LOT… No i bardzo dobrze! Państwo jest i powinno być największym mecenasem polskiego sportu. Zatem dlaczego nie może finansować żeglarstwa oceanicznego? Być może za kilka lat wyścig morskich jachtów będzie konkurencją olimpijską. I co wtedy? Czy sfinansujemy przygotowania klasy Laser, a klasę morską nazwiemy „drogą zabawą za publiczne pieniądze”? Gdy polska ekipa himalaistów walczyła o zimowe zdobycie K2, nikt nie mówił, że „kilku szaleńców realizuje swoje niebezpieczne hobby za państwową kasę”. Po prostu trzymaliśmy za chłopaków kciuki… Partnerami wyprawy były firmy Lotos i Lotto, a także Ministerstwo Sportu i Turystyki.

FILM. TAK PŁYWAŁ JACHT POLSKA100 W BARWACH USA: 

Nie ulega wątpliwości, że Mateusz wpłynął w sam środek politycznej awantury i otrzymał ciosy ze wszystkich stron. Jedne dzielnie przyjął na gardę, inne były poniżej pasa, więc nie warto zawracać sobie nimi głowy. Ale czy popełnił jakiś błąd? Czy mógł coś zrobić inaczej?

Z pewnością błędem było zaangażowanie przed laty w kampanię wyborczą. Nie dlatego, że chodziło o Platformę Obywatelską i Bronisława Komorowskiego. Ale dlatego, że sportowiec zszedł na chwilę z pokładu i wystąpił nie w swojej roli. Ale gdyby tego nie zrobił, czy dziś byłby w innej sytuacji? Nie sądzę. Zatem, jak powinien sterować, by uniknąć tego medialnego sztormu? Jedyne, co mógł zrobić, to nie robić nic. Nie współpracować z Polską Fundacją Narodową, nie szukać nowych wyzwań, a w kolejnych latach jedynie odcinać kupony od dawnych sukcesów. Co by się wtedy stało? Władze fundacji podpisałyby umowę z kimś innym. Może z kierowcą rajdowym, a może z jakimś alpinistą. Bo kolejka była długa i wszyscy, którzy w niej stali, niecierpliwie przestępowali z nogi na nogę.

Komuś może się nie podobać działalność tej fundacji. Ktoś inny może się dziwić, że morski jacht regatowy kosztuje ponad milion euro. Zapewne każdy z nas mógłby przedstawić własny ciekawy pomysł na wydanie kilkunastu milionów złotych (na promocję Polski i na żeglarstwo). Niektórzy mogą najzwyczajniej nie lubić Kusznierewicza – nawet adwersarze z naszego środowiska wymyślą sobie jakiś powód. Ale przecież dziś gra nie toczy się tylko o wizerunek mistrza olimpijskiego i jego projektu. Chodzi o coś więcej – o przyszłość naszego sportu i jego miejsce w świadomości Polaków. Jeśli chcemy, by nasi żeglarze organizowali kolejne przedsięwzięcia, zdobywali pieniądze na nowe jachty i nie zamienili żagli na pługi – projekt Polska100 musi się obronić.

Witamy na portalu Wiatr.pl

Zaloguj się i odkryj nowe możliwości