Magazyn Wiatr - portal żeglarzy i pasjonatów sportów wodnych

Norwegia – zabierzcie wędki i narty

  • Mateusz Jabłoński, OR
  • czwartek, 15 lipca 2010

Jak połączyć marzenia o bałtyckiej praktyce i wyrabianiu stażu na kolejne stopnie, z niewygórowanymi ambicjami leniwców podobnych do mnie?

Norwegia to doskonały pomysł. Rejs najlepiej zaplanować latem. Temperatury są wtedy przyjemne, a dni długie. W okolicy Stavanger dzień trwa od godz. 2.30 do godz. 23. Najniższe temperatury to około 12 stopni Celsjusza, a najwyższe – 26 stopni. Pogoda bywa zmienna. My mieliśmy trzy dni bezchmurnego nieba oraz kilka dni, podczas których słońce rywalizowało z ulewnymi opadami. W tych rejonach nie ma silnych prądów, a średni skok pływów nie przekracza 1,2 metra. Wiatry są umiarkowane lub silne. Wewnątrz fiordów nie zawsze dmucha z pożądanego kierunku, dlatego jacht musi posiadać sprawny i mocny silnik.

Na nasz rejs wybraliśmy jacht Sun Odyssey 42 z agencji Skaut. Nie najmłodszy, ale będący w dobrej kondycji, z niezłą elektroniką, opływany w trudnych warunkach. Ta konstrukcja nieźle radzi sobie z falami Bałtyku i Morza Północnego. Wygodnie może nią podróżować 7-8 osób.

Zmontowałem trzy ekipy – pierwsza przerzuciła jacht z Polski do Stavanger, druga zwiedzała fiordy, a trzecia powróciła jachtem do Szczecina. Łączny czas czarteru to 28 dni.

Ponieważ ceny w Norwegii nie należą do najniższych, postanowiliśmy jak najwięcej zabrać z Polski. Napakowaliśmy na jacht co się dało, zarówno płyny wszelakiego rodzaju, jak i mięso w słojach, które własnoręcznie zaprawiam na rejsy od wielu lat. Nie wzięliśmy ziemniaków, ponieważ służby celne Norwegii umieściły je na liście towarów, których nie wolno wwozić do ich kraju. Na tej samej liście znajdują się także broń, narkotyki i materiały promieniotwórcze. Podejrzewam, że gdyby wykryli u nas kontrabandę ziemniaków, to pewnie przymknęliby oko, bo żeglarskich turystów traktuje się Norwegii szczególnie, jednak wolałem nie ryzykować.

W Stavanger, gdzie miała się rozpocząć nasza przygoda z fiordami, poczuliśmy się bardzo swojsko. W autobusie można mówić „dzień dobry, proszę jeden bilet do centrum”. Od paru lat co trzeci kierowca w mieście to Polak. Nawet miejscowi zaczęli już rozumieć polskie zwroty. Warto tu wpaść do muzeum wydobycia ropy naftowej z dna morza. W Stavanger godne uwagi są też sklepy żeglarskie dobrze zaopatrzone w pomoce nautyczne. Niestety, jak na złość, nie znalazłem nic w języku angielskim co dotyczyłoby Norwegii.

Miasto jest pełne parków, fontann i pomników. Marina miejska położona jest w samym centrum. To kilkanaście stanowisk położonych niedaleko nabrzeży, przy których zatrzymują się potężne wycieczkowce, dlatego trzeba się liczyć ze sporym zafalowaniem.

W mieście i na jego obrzeżach jest sporo innych miejsc dla jachtów. Za nasze płaciliśmy około 50 zł (dostęp do wody i prądu).

Kilka godzin żeglugi za miasto i od razu traficie do jednej z największych atrakcji południowej Norwegii. To Lysefjord. Ma długość około 21 mil, szerokość od 0,3 do 0,5 mili. Otoczony jest skałami, niektóre ze ścian są całkowicie pionowe i wznoszą się na wysokość od 700 do 900 metrów. Turyści zmierzają tu do dwóch niezwykłych półek skalnych. Pierwsza – Preikestolen – znajduje się w połowie fiordu, a druga półka przy górze Kjerag, która jest bardzo znana wśród base jumperów, którzy rzucają się ze spadochronem w dół z wysokości tysiąca metrów. W połowie lotu rozchylają ręce i nogi na boki, powiększając w ten sposób powierzchnię nośną. Oddalają się od ściany fiordu i po chwili otwierają spadochron. Dostojnie lądują tuż obok małej przystani dla jachtów.

Na końcu fiordu, w miejscowości Lysebotn, znajdziecie 30-metrowe, drewniane nabrzeże dla większych jachtów i parę stanowisk pomiędzy pływającymi pomostami dla mniejszych jednostek. Mając długi kabel i wąż można się podłączyć do prądu i zatankować wodę. Zazwyczaj nikt tu nie pobiera żadnych opłat. Przy nabrzeżu jest toaleta, obok świetlica oraz sklep z pamiątkami. Ceny napojów i żywności są wysokie, a wybór bardzo skromny. Nieopodal nabrzeża (dziesięć minut pieszo) ustawiono camping z prysznicem. Przy silnych wiatrach i fali z zachodu postój w tym miejscu może być niespokojny. Poza tym stojąc longside jesteśmy narażeni na falę, którą wywołują promy.

Turystyczny wypad na górę Kjerag to praktycznie całodzienna wycieczka. Trzeba pamiętać, że wchodzimy na wysokość ponad tysiąca metrów nad poziom morza. Obowiązkowo trzeba mieć dobre buty, prowiant, picie, ciepłą kurtką oraz czapkę. Na pokładzie jachtu może być 25 stopni Celsjusza, a na szczycie już tylko 5 stopni.

Trud zostanie nagrodzony niezwykłymi widokami. W tym miejscu zawsze w ruch idą aparaty fotograficzne, które uwieczniają członków załogi stojących na słynnym kamieniu zakleszczonym między ścianami przepaści. Wejście na niego wymaga naprawdę zimnej krwi.

Spod góry Kjerag wyruszamy w kierunku Sognefjord, gdzie spływa potok z języka lodowca Folgefon. Żeglujemy półtorej dnia, z postojem na krótki nocleg na wyspie Karmoy. Cumujemy do przydomowego pomostu. Właściciel wychyla się z okna i na nasz pytający wzrok odpowiada zachęcającym gestem.

Osiągamy Sognefjord. Punktem wypadowym na lodowiec jest mieścina Sundal (klimat zbliżony to tego, który oferuje nam nasza Solina). Pływające pomosty, woda, prąd, toalety, prysznice w umiarkowanej cenie. Na miejscu znajdziecie sklep spożywczy i stację paliw. A także widok, dla którego wracam do Norwegii: lodowiec widoczny z morza. Do języka lodowca trzeba się wspinać 2-3 godziny. To dość wymagający spacer, ale trud wynagradzają widoki oraz fakt, że można się zaopatrzyć w prawdziwy lód do drinków. Planując dłuższy pobyt w tej okolicy warto zapakować na pokład narty. Na górze czynna jest całoroczna stacja narciarska.

W słońcu, czy w deszczu, fiordy są jednym z najpiękniejszych cudów natury. Nie stwarzają problemów nawigacyjnych, chociaż jest parę miejsc położonych bardziej na północ, gdzie pojawiają się silne prądy. Norwegia nie jest tanim krajem, ale koszty transportu lotniczego z Polski są niewielkie. Zaplanujcie rejs tak, by poznać to, co w Norwegii najpiękniejsze czyli połączenie morza i gór.

Piotr Siedlewski

Witamy na portalu Wiatr.pl

Zaloguj się i odkryj nowe możliwości