Magazyn Wiatr - portal żeglarzy i pasjonatów sportów wodnych

Pentland Firth – cieśnina kipiącej wody

  • Mateusz Jabłoński, OR
  • czwartek, 29 września 2011

Cieśnina kipiącej wody

Pentland Firth, oddzielająca Orkady od północnej Szkocji, nie jest akwenem dla żeglarzy lękliwego serca

O cieśninie Pentland Firth czytałem w książkach. Zapamiętałem opisy bardzo silnych prądów i wirów. W lipcu na pokładzie „Daru Szczecina” po raz pierwszy miałem okazję skonfrontować te relacje z rzeczywistością.

Pentland Firth ma około 14 mil długości i – zależnie od miejsca – od dwóch do siedmiu mil morskich szerokości. Jest dość głęboka i szeroka, więc właściwie nie powinna sprawiać żeglarzom kłopotów. Ale to wyjątkowe miejsce. Prądy morskie osiągają tam prędkość 12 węzłów. Niejednorodne ukształtowanie dna, nieregularna linia brzegowa oraz siła prądów sprawiają, że na wodzie pojawiają się niespotykane wiry, kipiele, przeciwprądy i wypiętrzenia. Zapewne z tych powodów cieśnina jest miejscem najgęściej usłanym wrakami. Odnotowano tu ponad pół tysiąca zatonięć i poważnych uszkodzeń statków. Według locji Imray, wody północnej Szkocji nie są akwenem dla żeglarzy lękliwego serca. Większość innych wydawnictw ostrzega przed cieśniną lub wręcz odradza pływanie w tym regionie.

Polskie jachty wielokrotnie pokonywały Pentland Firth. Do ciekawszych wypraw można zaliczyć pierwsze w dziejach przejście tej cieśniny na jachcie bez silnika (s/y Euros, 1970 r.), opłynięcie Islandii z dwukrotnym przejściem cieśniny z zachodu na wschód i ze wschodu na zachód (s/y Wiking III, 1997 r.). Henryk Widera przepłynął przez Pentland Firth samotnie (s/y Gawot, 2006 r.).

Trasa tegorocznych regat The Tall Ships Races wiodła z Irlandii do zachodnich brzegów Szkocji, następnie w kierunku Szetlandów, Norwegii i Szwecji. Jak co roku brałem udział w tej imprezie na pokładzie „Daru Szczecina” wraz z załogą reprezentującą Szczecin i kapitanem Jurkiem Szwochem. Odcinek między Szkocją a Szetlandami mogliśmy pokonać na wiele sposobów. Kanałem Kaledońskim łączącym zachodnie wybrzeże Szkocji przy miejscowości Corpach z wybrzeżem wschodnim w Inverness. Trasą na północ od Orkadów albo przeciskając się z Atlantyku na Morze Północne właśnie przez Pentland Firth. Ostatnie rozwiązanie kusiło najbardziej, bo przepłynięcie tej cieśniny to przygoda, wyzwanie i nowe doświadczenia.

Pierwsze przymiarki do przejścia Pentland Firth robimy jeszcze w porcie Stornoway na Hybrydach, gdzie dokonujemy wymiany załogi. Przeglądamy dostępne pomoce nawigacyjne. Locja Reeds zdecydowanie odradza pływanie tą drogą. Analizujemy układy prądów w programie Admiralty TotalTide (siła prądów do 6 węzłów). Rozmawiamy z kapitanami innych jednostek. Na zaprzyjaźnionym jachcie „ST IV” z Estonii oglądamy dobre stare radzieckie mapy prądów tego obszaru. Widać na nich wyraźnie, że prądy dochodzą nawet do 12 węzłów. Zaznaczono też miejsca, gdzie powstają zawirowania na wodzie. Szczególnie niebezpiecznie może być wówczas, gdy kierunek fali jest przeciwny kierunkowi prądu. Fale stają się niemal pionowe. Korzystając z okazji, robimy fotograficzne kopie radzieckich map (później bardzo się przydadzą). Decyzję o wyborze trasy odkładamy na później. Zobaczymy, jak będzie wiało i jak potoczy się żegluga.

Ze Stornoway wychodzimy 18 lipca o 10.30. Prognozy nie są zbyt optymistyczne. Początkowo słabe wiatry przeciwne, potem z kierunków północnych do sześciu stopni Beauforta. Stawiamy żagle (grot został zarefowany w porcie) i rozpoczynamy halsowanie na północ. Z wyliczeń wynika, że jeżeli chcemy pokonać cieśninę z prądem, musimy być u jej wejścia następnego dnia około południa.

W nocy wiatr się wzmaga, płyniemy na małym foku i grocie na trzecim refie. Cape Wrath (Przylądek Gniewu) mijamy o 4.00 nad ranem. Załoga jest zdziesiątkowana, mocno odczuwa żeglugę na wysokiej oceanicznej fali. Musimy szybko podjąć decyzję – halsujemy dalej i opływamy Orkady od zachodu i północy czy obieramy kurs na wschód w kierunku Pentland. Po konsultacjach z kapitanem postanawiamy się zmierzyć z tą słynną cieśniną.

Trzeba zdecydowanie przyspieszyć. Do cieśniny pozostało około 60 mil, a musimy tam być w ciągu ośmiu godzin. Zalewani falami stawiamy większego foka i zmieniamy ref z trzeciego na drugi. „Dar Szczecina” od razu przyspiesza, nawet do 7 węzłów. Po dwóch godzinach zmienia się prąd i zwiększa naszą prędkość o 1,5 węzła. Powinniśmy zdążyć. Zastanawiamy się, jakie prędkości osiągniemy w najwęższym miejscu cieśniny, jak silne będą prądy boczne i jakie wiry napotkamy.

Sprzyja nam wiatr. Wieje stabilnie 4, 5 stopni Beauforta z północy, czyli mamy półwiatr. Im bliżej wejścia do cieśniny, tym szybciej płyniemy. Prędkość mierzona po wodzie jest stała – około 6 węzłów. Swoje dokłada prąd. Około 13.30 wchodzimy do cieśniny. Pędzimy 9 węzłów. Później 10, 11. W najwęższym miejscu, pomiędzy wyspami Swona i Stroma, osiągamy niemal 12 węzłów.

Kolejny odcinek jest jeszcze ciekawszy. Silny prąd boczny wypływa z zatoki Scapa Flow. Aby mu się przeciwstawić, musimy znacznie wyostrzyć. Na kompasie kurs 050, ale w rzeczywistości płyniemy kursem prawie 120. Czyli żeglujemy bokiem. Znosi nas na grupę czterech niezamieszkanych wysp Pentland Skerries. Staramy się płynąć jak najszybciej, aby wydostać się spod wpływu bocznego prądu. Natrafiamy na wiry wodne. Na szczęście, morze nie jest mocno zafalowane. Na powierzchni wody widać jednak, że toczy się tu jakaś wojna. Fale są bardzo nieregularne, strome, jakby stały w miejscu. Chwilami morze robi się zupełnie płaskie, tu i ówdzie pojawiają się wiry. Próbują odwrócić łódkę, ale zdecydowane kontry sterem zapobiegają niekontrolowanym zwrotom.

Powoli wydostajemy się z obszaru kipiącej wody. Do końca przejścia pozostały jeszcze trzy mile. Za chwilę znajdziemy się na wschodnich wodach opływających archipelag Orkadów. Pojawia się jednak prąd przeciwny, ma mniej więcej trzy węzły. Żegluga staje się mozolna, ale jednak w końcu wypływamy z cieśniny. O godz. 15.30 Pentland Firth mamy już za sobą. Pozostaje jeszcze 100 mil do Lerwick, gdzie czekają nas kolejne atrakcje The Tall Ships Races 2011.

Czy Pentland Firth rzeczywiście zasługuje na miano niebezpiecznej? To, oczywiście, zależy od warunków pogodowych. Z pewnością nie należy pokonywać jej pod prąd lub pod wiatr. Przy dobrze zaplanowanym przejściu żegluga tym szlakiem nie stwarza poważnych niebezpieczeństw. Warto pokonać Pentland Firth, by zobaczyć ją na własne oczy i doświadczyć jej uroków.

Z pokładu „Daru Szczecina”

zastępca kapitana Wojtek Maleika

Tagi: .

Witamy na portalu Wiatr.pl

Zaloguj się i odkryj nowe możliwości